niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 16 - Zaskoczenie

Zaczęliśmy tańczyć. Nigdy nie czułam się tak jak w tej chwili. Czas minął bardzo szybko i zanim się obejrzałam skończyliśmy tańczyć. Zeszliśmy ze sceny.
- Byłaś świetna - zaczął Daniel.
- Gdyby nie ty, nie udałoby mi się to - uśmiechnęłam się do niego i złączyliśmy nasze usta w krótkim całusie, który przerwał nam dzwonek mojego telefonu.

***OCZAMI MELANIE***
Wow, Ann i Dan świetnie zatańczyli.
- Oni byli mega - powiedziała zachwycona Bethanie.
- No wiem, zaczekaj zadzwonię do nich - odpowiedziałam i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Po chwili Anne odebrała.
- Halo?
- No siema! Byliście genialni! 
- Dzięki, ale jeszcze nie wiadomo czy się dostaliśmy dalej... - odpowiedziała zasmucona.
- Na pewno się dostaniecie.
- Dobra kończę - powiedziała i się rozłączyła.

***OCZAMI DANIELA***
- I jak? - zapytałem.
- Mel dzwoniła, żeby nam pogratulować - zaśmiałam się.
- Za 5 minut ogłoszenie wyników - powiedziałem, a jej mina zrzedła - ej, nie przejmuj się.
- Nie przejmuję się, będzie dobrze - próbowała wymusić uśmiech, ale jej nie wyszło.
- Idę na chwilę do szatni - powiedziała i pocałowała mnie w policzek. Coś z nią jest nie tak... Muszę się dowiedzieć co się stało. Nigdy się tak nie denerwowała, a znam ją od zawsze... Prawie... Za minutę ogłoszenie wyników, a jej jeszcze nie ma. Raczej do szatni damskiej nie wejdę...
- Emm... Cześć, bo moja partnerka weszła do szatni jakiś czas temu i jeszcze jej nie ma... Mogłabyś wejść do szatni i sprawdzić co z nią? Bo trochę się martwię - zapytałem jedną z moich rywalek.
- Jasne - odpowiedziała i zniknęła w szatni.Po chwili znowu pojawiła się.
- I jak? - zapytałem zdezorientowany.
- Dobrze, po prostu się źle poczuła, ale napiła się wody i już lepiej. Za chwilkę przyjdzie - gdy to mówiła, drzwi od szatni się otworzyły. Szepnąłem rywalce ciche "dziękuję" i poszedłem do Anne.
- Wszystko w porządku?
- Tak. Chodź, bo zaraz ogłoszenie wyników - powiedziała i złapała moją dłoń. Poszliśmy na scenę...

***OCZAMI MELANIE***
- Zaczyna się! - krzyknęła Beti z salonu.
- Już idę! - odkrzyknęłam jej i wróciłam z miską pełną popcorn'u. Usiadłam na kanapie obok Bethanie i po głosiłam telewizor.
- Za chwilę będzie chwila na którą wszyscy czekali - zaczął prezenter programu - za kilka minut dowiemy się kto z uczestników przejdzie dalej [brawa]! Właśnie dostałem kopertę z wynikami [otwiera kopertę], więc na trzecim miejscu są Martin i Stephanie, gratulacje [brawa], na drugim miejscu Andriej i Monica [brawa], przechodzą również Nathan i Camilla [brawa] oraz George i Cat [i znowu brawa]! Już za chwilę dowiemy się kto zajął miejsce pierwsze [brawa]! Ale najpierw kilka słów od jury {ściszyłam telewizor}.
- Boże, nie wymienili Dana i Anne, a co jak się nie dostali?!
- Mel, uspokój się, jestem pewna, że zajęli pierwsze miejsce - odpowiedziała co mnie bardzo uspokoiło. znowu pod głosiłam "magiczne pudełko"{tak mówiłam jak byłam mała}.
- (...). A przede wszystkim chciałabym powiedzieć wam wszystkim, że macie ogromny talent i potencjał, i mimo tego, że jedna para odejdzie, jestem z was dumna i oczarowana waszymi występami [brawa, brawa i znowu brawa].
- No dobrze, dziękujemy za tę wypowiedź. A więc... Pierwsze miejsce zajmują... Daniel i Anne!!!
Wyłączyłam telewizor. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale jakoś tak odruchowo. Po kilku sekundach kiedy dotarło do mnie, że oni wygrali, ponownie włączyłam telewizor. Anne właśnie coś mówiła.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że wygraliśmy. Chcę podziękować Danielowi, mojej mamie i rodzinie, a przede wszystkim chciałabym podziękować mojej najlepszej przyjaciółce. Melanie, gdyby nie ty nie byłoby mnie tutaj. Dziękuję.
- Ja też chciałbym podziękować Mel. To z nią miałem zatańczyć na początku, ale niestety się rozchorowała. Wracaj do zdrowia chorowitku.
Jury jeszcze coś tam pierdzieliło, a ja poszłam zrobić sobie coś do picia. Bethanie już musiała iść, więc odprowadziłam ją do drzwi i wróciłam do salonu. Po upływie 30 minut ktoś zapukał do moich drzwi. Poszłam je otworzyć i nagle runęło na mnie jakieś 50 kilo.
- Anne! Ogarnij się i złaź ze mnie! - wrzasnęłam.
- No już wstaję, już wstaję - odpowiedziała i Dan pomógł jej wstać.
- I jak? - zapytałam.
- Superniesamowiciegenialnie!!!
- ???
- Po prostu tak się cieszę, że wygraliśmy, że nie wiem... Skoczyłabym na bungee.
- Anne! Ogarnij się! - Daniel wtrącił się do naszej "rozmowy".
- No już, już. Jestem taka podekscytowana! - powiedziała Anne i zaczęła całować Daniela. Zadzwoniłam do Adama.
- Halo?
- Cześć, mogę do ciebie wpaść? Mój dom zawładnęła Anne i jej podniecenie, że wygrała pierwszy etap konkursu.
- Jasne, nie ma sprawy kotku.
- To zaraz będę. Papa! - i się rozłączyłam. Przerwałam moim zakochanym gołąbeczką.
 - Ja idę do Adama. Idziecie?
- Jasne - odpowiedzieli. Zebraliśmy się i po 7 minutach byliśmy pod domem mojego chłopaka. Zapukałam. Słyszałam kuśtykające kroki Adama.

***

Przepraszamy, że taki krótki, ale nie mamy weny...
Przepraszamy też za tą długą przerwę, ale... No właśnie.
Mamy nadzieję, że się podoba.
Next to 3 komentarze  :)
Love? & Amore?

sobota, 19 października 2013

Rozdział 15 - Konkurs

Nie wiedziałam, czy zapukać. Raczej długo mu się zejdzie z dojściem do drzwi co nie? Oj nie ważne, stwierdziłam i zapukałam. Zdziwiłam się bardzo, bo Adam otworzył po kilku sekundach... Zapewne siedział przy drzwiach i czekał, a to cwaniak.
- Hej mała... - nie dokończył bo mu przerwałam...
- Mała to jest twoja... a zresztą już nie ważne - nie chciałam go denerwować.
- No słucham maleńka, co mi chciałaś powiedzieć?
- Nie taka maleńka wielkoludzie. Mam 163cm.
- Jaki maluszek - zaczął się śmiać, a ja wyszłam przed dom ochłonąć i zaczerpnąć świeżego powietrza. Mam dosyć, bo zawsze się ze mnie śmiali, dlatego, że jestem niska. Miałam już tego dosyć.  Gdy chciałam wracać do swojego domu, usłyszałam otwierające się drzwi. Wiedziałam, że to Adam. Bez odwracania się powiedziałam
- Idź sobie! - zaczęłam, a ten znowu zaczął się naśmiewać. Myślałam, że chce mnie przeprosić.
- Idź sobie, idź sobie - zaczął mówić, krztusząc się śmiechem.
- Mam dosyć, rozumiesz?! Mam dosyć twojego szczeniackiego zachowania. Mam dosyć tego, że całe życie się ze mnie śmiali z powodu mojego wzrostu. Mam dosyć, rozumiesz? Dosyć! - wrzasnęłam na niego, odwróciłam się na pięcie i poszłam w stronę swojego domu.
- Melanie zaczekaj! Przepraszam, ja nie chciałem - krzyczał, ale nie miałam zamiaru się odwracać, albo chociażby patrzeć na niego. Weszłam do domu i trzasnęłam drzwiami. Wbiegłam po schodach do swojego pokoju i po raz kolejny trzasnęłam drzwiami. Usiadłam na łóżku i włączyłam muzykę, jednak po chwili tę czynność przerwało mi pukanie. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi z nadzieją, że nie stoi za nimi Adam. Za drzwiami stała jakaś dziewczyna. Ubrała była w luźny t-shirt zespołu Iron Maiden, ciemno - szare rurki i glany. Mimo to, wyglądała na miłą.
- Cześć! Jestem Bethanie. Wczoraj wprowadziłam się do domu obok i przyszłam się przywitać - powiedziała i wyciągnęła rękę, w celu uściśnięcia mojej dłoni.

NOWA POSTAĆ
Bethanie Gaarden
Ma 17 lat.
Przez 10 lat mieszkała w Irlandii, 3 w Chorwacji i 3 Hiszpani.
Uwielbia zespoły typu "Iron Maiden" i "Sabaton".
Chodzi na karate.
 Czy pomyli się co do niektórych osób?

- Wejdź do środka - powiedziałam i zaprosiłam ją gestem do domu. Dziewczyna weszła i usiadła na kanapie w salonie.
- Chcesz coś do picia? - zapytałam.
- Poproszę sok jabłkowy - odpowiedziała. Wstałam i poszłam do kuchni. Po chwili wróciłam do pokoju z dwiema pełnymi szklankami soku. Pogadałam jeszcze chwilkę z nią i Beti musiała już spadać. Zadzwoniłam do Anne.

***OCZAMI ANNE***
- Poczekaj chwilkę - powiedziałam do Daniela i odebrałam dzwoniący telefon.
- Halo?
- Hej, Anne. Obok mnie wprowadziła się jakaś dziewczyna. Nazywa się Bethanie i lubi Iron Maiden i tym podobne. Ale jest spoko. Wpadniesz do mnie? - zapytała moja przyjaciółka.
- Nie mogę, jestem z Danem i dopiero się spotkaliśmy, a ostatnio coraz mniej czasu spędzamy razem i chcielibyśmy... No wiesz - powiedziałam.
- Dobra, spoko, rozumiem - odpowiedziała udając smutną.
- Idź do Adama - zaproponowałam, nie wiedząc co się wcześniej stało.
- Pokłóciłam się z nim - odparła smutna.
- To... Idź się z nim pogódź - powiedziałam, na co ona tylko cicho westchnęła i się rozłączyła. Wróciłam do Daniela.
- Kto dzwonił? - zapytał.
- Melanie... Pokłóciła się z Adamem.
- Szkoda - westchnął.

***OCZAMI ADAMA***
No kurwa, znowu wszystko spieprzyłem! To nie jej wina, że jest niska, chociaż to słodkie. No cóż... Pary się często kłócą... Co nie? Wziąłem telefon do ręki i wybrałem numer do Melanie. Właśnie miałem nacisnąć zieloną słuchawkę, gdy przeszkodził mi dzwonek do drzwi. Nie udolnie "doczołgałem się" do drzwi i je otworzyłem. Zza nich wyłoniła się moja dziewczyna i rzuciła mi się na szyję. Oboje upadliśmy na ziemię i zaczęliśmy się śmiać. Po chwili spojrzeliśmy sobie prosto w oczy i się pocałowaliśmy. Był to długi  namiętny pocałunek pełen miłości.
- Emmm... A ty nie byłaś na mnie zła? - spytałem nie bardzo rozumiejąc sytuację.
- Zrozumiałam... No wiesz... Każda dziewczyna ma te swoje humorki. Wybaczysz? - spytała i znowu złączyliśmy nasze usta - To znaczyło tak? - spojrzała na mnie.
- No... Czy ja wiem - zaśmiałem się i wstaliśmy z podłogi. Poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. Zaczęła mi opowiadać o jakiejś dziewczynie. Chyba Britaney, czy coś takiego. Naszą konwersacje przerwał dzwonek do drzwi.
- Bethanie!!! - krzyknęła radośnie Melanie.
- Co tu robisz mała? - zapytała.
- NIE.JESTEM.MAŁA... - powiedziała zła.
- No już, przepraszam - powiedziała nieznajoma.
- Wejdź - powiedziała Mel. Po chwili obie dziewczyny weszły do salonu.
- Cześć. Jestem Adam - powiedziałem i nieudolnie wstałem z kanapy. Podałem blondynce rękę i uścisnąłem jej dłoń.
- Bethanie - uśmiechnęła się - to wy jesteście przyjaciółmi czy co? - zapytała trochę skrępowana.
- No, ten my jesteśmy razem - odpowiedziałem razem z Melanie. Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Po chwili Bethanie do nas dołączyła.
- To... Jak mam do ciebie mówić? - zapytałem.
- Bethanie, Beti jak chcesz - odpowiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy. Pogadaliśmy około godzinkę i dziewczyny już się zbierały. Pożegnałem się z nimi i poszedłem pod prysznic.

***OCZAMI BETHANIE***
Melanie ma szczęście. Jest taka ładna i jeszcze do tego ma takiego zajebiście ładnego chłopaka. Ja tam nigdy nie miałam farta w miłości. Raz chodziłam z takim jednym rudym dupkiem. Olewał mnie przez cały czas, a jak powiedziałam mu, że to nie ma sensu ciągnąć dalej i, że z nim zrywam, on tylko wzruszył ramionami i odszedł. To był mój pierwszy i jak do tąd ostatni chłopak... Mam nadzieję, że jeszcze jakiegoś spotkam i nie zostanę starą panną z kotem...
- Hej, co ty taka zamyślona? - Mel w końcu przerwała niezręczną cisze.
- A nic... tak sobie myślę, o... a z resztą nie ważne - odpowiedziałam.
- No Beti, powiedz mi co się stało - nalegała bezustannie.
 - No dobra. Bo ty jesteś taka ładna, masz fajnego chłopaka, a ja od jakichś 4 lat jestem sama, nikt się mną nawet nie interesuje i ogólnie mam zjebane życie.
- Nie mów tak. Jesteś śliczna. A jak nikt się Tobą nie interesuje, to znaczy, że jeszcze nie czas na nowy związek. Zobaczysz niedługo znajdziesz sobie chłopaka - zapewniała mnie.
- No... Skoro tak sądzisz. Niech będzie, że tak jest - zaśmiałam się.
- Ooo! Moja przyjaciółka, Anne, będzie dzisiaj w telewizji na ty konkursie tańca. Obejrzysz bo ze mną? - zapytała dziewczyna.
- No, czemu nie - zaśmiałam się, na co młoda zareagowała podobnie. Heh... Wszyscy moi bliżsi znajomi są ode mnie młodsi co najmniej o rok. O ironio. Po chwili byłyśmy w domu Melanie. Zdjęłyśmy kurtki, buty i usiadłyśmy na kanapie w salonie. Mel włączyła telewizor i poszła do kuchni zrobić popcorn. Po kilku minutach siedziałyśmy obie na kanapie i oglądałyśmy rozpoczęcie konkursu.

***OCZAMI ANNE***
Boże jak ja się stresuje. Za chwilę zacznie się ten konkurs... A co jak zapomnę kroków, albo upadnę?! Boże, boże, boże, boże... Na scenę wychodzi właśnie pierwsza para, a ja z Danielem jesteśmy trzeci. Poszłam jeszcze na chwile do szatni. Stanęłam przed lustrem i poprawiłam swój strój. Wyjęłam z szafki cienie i dokończyłam swój makijaż, który zrobiła mi moja mama zanim tu przyjechałam. Gdy wyszłam z szatni, pierwsza para skończyła tańczyć. Poszłam poprosić stażystę o butelkę wody, którą po chwili otrzymałam. Druga para tańczyła niesamowicie, ich ruchy były odważne, a miny takie, jakby występowali na scenie po raz co najmniej 100. Mam nadzieję, że uda nam się, że dostaniemy się do drugiego i trzeciego etapu, a później do finału. Druga para skończyła tańczyć. Usłyszałam gromkie oklaski i po chwili głos prowadzącego. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
- Gotowa? - zapytał Daniel. Widać było, że też się trochę denerwuje.
- Gotowa... - odpowiedziałam i oboje weszliśmy na scenę. Usłyszeliśmy ciche dźwięki naszej piosenki. Zamknęłam oczy i poczułam ciepłą dłoń Daniela na tali...

***

To by chyba było na tyle. 
Skończyłyśmy pisać 15 rozdział! 
Udało się :).
Mamy nadzieję, że z wielką chęcią wchodzicie na naszego bloga i go czytacie. 
Następny rozdział to 5 komentarzy :)
Love? & Amore?

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 14 - ... (nie mamy pomysłu na tytuł)

***OCZAMI MELANIE***
Siedziałam sobie w swoim pokoju, pijąc ciepłą czekoladę. Oglądałam jakiś beznadziejny horror, który w ogóle nie był straszny. Moje naśmiewanie z tego śmiesznego "horroru" przerwał dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałam z łóżka i zwlokłam się ze schodów. Podeszłam do drzwi, lekko je uchylając. Do mojego przedpokoju natychmiastowo wpadła Anne.
- Hej Ann, co tu robisz?
- Przyszłam ci podać lekcje i coś powiedzieć.
- Co? - zapytałam.
- Wiem kto ci wsadził tego szczura do szafki. To była Jennifer. Nagrałam jej rozmowę z Louisem. Wsiedli do tego samego autobusu co ja i rozmawiali o tym, że chcą nam zniszczyć życie - zaczęła mi tłumaczyć co i jak. Na szczęście nagrała tą ich rozmowę.
- Skoro jesteś chora to nie będziesz na konkursie tańca?
- No niestety nie - odpowiedziałam na pytanie przyjaciółki. Widziałam, że jest szczęśliwa z tego powodu - Co ty taka szczęśliwa?
- No, bo wiesz... - to mówiło samo za siebie.
- Nie bój się nigdy bym ci nie odbiła chłopaka.
- Co?! Nie o to mi chodziło... - udawała mówić "normalnie", ale jej nie wyszło - Dobra. Zostawiam ci zeszyty i idę na próbę z Danielem.
- Spoko idź do swojego chłopaczka i zostaw mnie w takim stanie... - zaśmiałam się, a ona przewróciła oczami i poszła. Zaczęłam przepisywać dzisiejsze lekcje.

***OCZAMI DANIELA***
Czekałem na Anne dobre 15 minut przed Studiem. Ile można czekać?! Wiem, że dziewczyny potrzebują czasu, ale bez przesady... O ktoś idzie... To Anne.
- Anne! - krzyknąłem, gdy była w zasięgu wzroku.
- Hej skarbie! Bardzo cię przepraszam, że się trochę spóźniłam, ale byłam u Mel podać jej lekcje. Jeszcze raz przepraszam - powiedziała.
- Dobra, chodź do środka - powiedziałem i weszliśmy do Studia. Poszliśmy do swoich przebieralni. Zmieniliśmy ubrania i weszliśmy do sali treningowej. Zaczęliśmy ćwiczyć nowe kroki, aż w końcu po 3 godzinach mieliśmy gotowy układ. Był świetny. W naszym układzie były kroki, w których byliśmy bardzo, bardzo blisko siebie. Jednak trochę cieszę się, że tańczę z Ann, a nie z Mel. Chociaż Melanie też jest niezła... Boże co ja gadam, mam Anne, a Mel ma Adama i to by było na tyle. Wróciłem do domu o 20.
Spakowałem rzeczy na konkurs, zjadłem kanapkę i poszedłem do salonu poćwiczyć dzisiejszy układ, ale mi nie wychodziło, bo jak wiadomo to taniec dla dwojga.

***OCZAMI ANNE***
Jest 22 godzina, a ja nie mogę usnąć.
Napiszę do Daniela. Na pewno jeszcze nie śpi.
Hej kochanie. Tęsknię xoxo
Po niecałych 2 minutach otrzymałam odpowiedź
Ja tęsknię bardziej, ale teraz idź spać.
Odpisałam mu bardzo szybko
Nie mogę... stresuję się przed jutrem.
Jak na zawołanie po kilku minutach otrzymałam sms zwrotny.
Będzie dobrze, jestem pewny... Jak się nie wyśpisz, to będziesz zaspana i zła, a tego nie chcemy... <3
Wiedziałam, że się o mnie martwi, więc napisałam mu dobranoc, oczywiście on mi też, i poszłam spać. Rano obudziły mnie jasne promienie słońca wpadające do mojej sypialni. Usiadłam na brzegu łóżka, przeciągając się. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Widniała na nim godzina 6:52 i 3 nieodebrane sms - y. Były one od Mel, Sophie i oczywiście Dana. Wszystkie były podobnej treści. Było tam coś, ze uda mi się, że będzie dobrze i tak dalej... Poszłam do toalety i nałożyłam lekki make up. Później wróciła do swojego pokoju i wybrałam jakieś ciuchy z szafy. Wróciłam do łazienki i lekko zakręciłam swoje jasne włosy. Spakowałam książki i zeszłam na dół zjeść śniadanie. Po spożytym posiłku, wyszłam z domu i wstąpiłam do Melanie po swoje zeszyty. Otworzyła mi jej mama. Poszłam na górę, do jej pokoju. Spała w najlepsze, nie chciałam jej budzić. Po cichu weszłam i wzięłam swoje zeszyty w jej biurka. Nagle coś mnie mocno uderzyło w nos. Upadłam na podłogę, a z mojego nosa zaczęła sączyć się krew. Natychmiast podbiegła do mnie Melanie, zawołała swoją mamę i pojechałyśmy do szpitala. Ale cholernie mnie ten nos boli, a krew nadal leci. Po jakichś 5 minutach dotarłyśmy do szpitala, bo Sabrin jechała bardzo szybko. Za pomocą Sabrin i Mel weszłam do szpitala. Mama mojej przyjaciółki poprosiła jakąś pielęgniarkę o pomoc, ona posadziła mnie na wózek, jak bym była kaleką, a nie jestem. Zabrała mnie do jakiegoś gabinetu, gdzie jakiś młody i całkiem przystojny doktor się mną zajął. Zatamował krew, obmył mi obolały nos i zrobił prześwietlenie.
- Panno Anne, mamy dla pani złą wiadomość - zaczął niepewnie lekarz.
- Słucham proszę pana - odpowiedziałam.
- Ma panna złamany nos - powiedział doktor, a mi zachciało się płakać. Zabrał mnie do innego gabinetu założył coś na nos i wypuścił mnie ze szpitala. W poczekalni czekały na mnie Mel i Sabrin. Moja przyjaciółka wyglądała przezabawnie. Siedziała w piżamie i cieniutkim szlafroczku do połowy ud. Do tego miała puchate kapciuszki i grube skarpetki. Włosy miała spięte w niesfornego koka, a kilka pasemek opadało jej na lekko spuchniętą twarz.
- Anne, ja przepraszam, myślałam, że to jakiś złodziej - zaczęła przepraszać mnie Melanie.
- Spokojnie, nie przejmuj się. Wiem, że nie chciałaś mi tego zrobić. Rozumiem, że działałaś w obronie własnej - zaśmiałam się, ale szybko zaprzestałam tej czynności z powodu obolałego nosa.
- To co? Odwiezie mnie pani do szkoły? - spytałam, gdy wychodziłyśmy już ze szpitala.
- Anne, nie idź do szkoły. Proszę cię, w domu samej mi się tak nudzi. Proszę, proszę, proszę zostań ze mną w domu... - błagała mnie moja przyjaciółka.
- Dobrze, dobrze zostanę z Tobą, tylko mnie nie zaraź, bo mam ten konkurs tańca.
Pojechałyśmy wszystkie do domu. Mama Mel poszła na jakieś zakupy, a my poszłyśmy do pokoju dziewczyny. Pokazałam Melanie nasz układ, a ona zaczęła się ze mnie śmiać. Szczerze mówiąc, wyszło mi beznadziejnie, bo to układ dla pary, a nie dla jednej osoby.
- Będę was oglądać - powiedziała Mel, co mnie strasznie zdziwiło.
- Jak to? Przecież jesteś chora...
- No tak, ale to będzie w telewizji - powiedziała, a mi zrobiło się słabo.
- C...c...cco?! - zapytałam, bo chyba się przesłyszałam.
- No ten konkurs, będzie transmitowany w telewizji - powiedziała.
- Nie, ja... nie, ja w telewizji??? Boże, co będzie jak mnie ktoś zobaczy?
- Wtedy, to nic ci nie pomoże - zaśmiała się.
- Hahaha... bardzo śmieszne - odpowiedziałam.
- No przepraszam, nie chciałam cię urazić - powiedziała z miną szczeniaczka.
- Oj no wybaczam... Boże, ja w telewizji... A jak ze stresu pomylę kroki?
- Nie pomylisz, nie pomylisz... wieżę w ciebie - zaśmiała się.
- Dobra ja spadam - powiedziałam. Pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam do siebie do domu. Była godzina 13:45. Akurat skończyła mi się ostatnia lekcja. Napisałam do Daniela
Hej kotek... Strasznie stresuję się tym występem. Masz może ochotę się spotkać? A skoro tak już sobie piszemy, to pamiętasz, że za 3 dni jest bal? Tak? No to super. Pamiętaj, że zaczyna się o 19, a musimy być w szkole o 18:30. To przyjdź po mnie o 18, pójdziemy sobie spacerkiem i zdążymy :)
Po chwili dostałam sms - a z odpowiedzią
Tak, tak pamiętam i nie masz się czym stresować. Wpadnę po ciebie za 20 minut i pójdziemy na spacerek... A dlaczego cie nie było w szkole?
Odpisałam mu
Opowiem ci wszystko jak się spotkamy <3
Napisał tylko do zobaczenia miśku, i to by było na tyle... Będzie za 20 minut. Poszłam się przebrać, umalować i po 15 minutach byłam gotowa. Po kilku minutach ktoś zapukał do drzwi. Poszła je otworzyć i "ku mojemu zdziwieniu" zobaczyłam tam Daniela.
- Hej kotek, wyglądasz ślicznie powiedział i wyszliśmy...

***OCZAMI MELANIE***
Tak strasznie mi się nudzi. Chciałabym wyjść na spacer z Adamem, ale on ma skręconą kostkę. Zadzwonie do niego i zapytam jak się czuje. Jest sygnał... Odebrał...
- Hej Adaś, jak się czujesz?
- Dobrze, ale raczej to ja powinienem zapytać o to ciebie... Właśnie miałem do ciebie zadzwonić - powiedział, a moje policzki zalały się rumieńcem... Gadałam z nim jeszcze chwilkę i umówiliśmy się, że do niego przyjdę. Ubrałam się i wyszłam. Po chwili byłam przed drzwiami domu Adama...

***

No i mamy kolejny rozdział.
Cieszymy się, że nasze opowiadanko wam się podoba.
Mamy nadzieję, że pomiędzy szkołą, 
a nauką, macie czas na wchodzenie i czytanie.
Wiemy, że teraz na pewni nie macie zbyt dużo czasu...
Dokładnie tak jak my. 
Dobra koniec z tym gadaniem.
Następny rozdział = 5komentarzy.
Love & Amore?

wtorek, 24 września 2013

Rozdział 13 - Nie ładnie, oj nie ładnie...

Moje przemyślenia przerwał mi głos pielęgniarki.
- Proszę usiąść na wózku - powiedziała, a ja wstałem i zrobiłem to o co mnie prosiła. Zawiozła mnie do innego gabinetu. Tam usiadłem na łóżku, a znajomy mi już lekarz założył mi tą pieprzoną szynę gipsową. Musiałem do tego dokupić kule. Wyszedłem z sali podpierając się o nie, a Mel zamarła jak mnie zobaczyła.
- Co ci się stało? - spytała przerażona.
- Skręciłem sobie kostkę...
- O jeju... Biedaku ty mój... Chodź zadzwonię po taksówkę.
- Dobra - odpowiedziałem i usiadłem na krześle w poczekalni. Po jakichś 10 minutach przyjechał zamówiony pojazd. Mel pomogła mi wsiąść, co wyglądało bardzo komicznie, a później sama do niego weszła. Dziewczyna podała adres mojego domu i ruszyliśmy. Na miejscu byliśmy po około 20 minutach.
- Należy się 27.50 - odezwał się starszy kierowca.
- Proszę - powiedziała Mel wręczając facetowi wyznaczoną sumę. Doszliśmy pod mój dom, dziewczyna otworzyła mi drzwi i weszliśmy do środka. Tak jak się spodziewałem, tam zastaliśmy moją siostrzyczkę.

***OCZAMI SOPHIE***
- A tobie co się stało? - spytałam.
- Bo jechałem na desce, obróciłem się do Melanie, upadłem i skręciłem kostkę.
- Aha... Czyli to wszystko jej wina?!
- Nie! To tylko i wyłącznie moja wina, to ja się do niej odwróciłem, ona mnie o to nie prosiła.
- Dobra, dobra. Ja idę do Jamesa - powiedziałam i wyszłam. Poszłam na przystanek. Po 13 minutach przyjechał autobus do którego wsiadłam. Zajęłam miejsce przy oknie. Tak mi się nudziło, że zaczęłam malować palcem po szybie. Narysowałam kota, kwiatek i kilka innych wzorków. Gdy dotarłam na miejsce, spotkałam tam Christinę.
 -O, witaj Sophie. Przyszłaś do Jamesa?
- Tak. Pani też jak widzę.
- Tak, przyniosłam mu obiad. Chodźmy - powiedziała kobieta i weszłyśmy do budynku. Poszłyśmy do sali w której leżał chłopak. Był już po przedostatniej operacji. Za 2 dni będzie miał ostatnią operację, a za 10 dni będzie mógł już wyjść ze szpitala. Nie wróci jeszcze do szkoły, ale będzie już w domu. Weszłyśmy do sali chłopaka.
- Hej kochanie - powiedziała jego mama, gdy byłyśmy w pokoju.
- Hej mamuś - odpowiedział - Hej śliczna - dodał, gdy mnie zobaczył.
- Cześć miśku - powiedziałam do chłopaka.
- Synku, przyniosłam ci obiadek.
- Dobrze, dziękuję. Postaw go na stole.
- Przyjdę później - powiedziała mama Jamesa i wyszła. Nie wiem gdzie poszła.
- To co tam  w szkole? - spytał mój ukochany słodziak.
- Tak szczerze to nic, oprócz tego, że ktoś dziś włożył do szafki Mel zdechłego szczura.
- O jeny... To dlatego tu była.
- A Adam skręcił kostkę - dodałam.
- Aha... Jak tu ostatnio u mnie był to nie miał tej kostki skręconej.
- Aj nieważne. Jak się czujesz po dzisiejszej operacji?
- Dobrze. Za 2 dni ostatnia i podobno najszybsza. Ta pierwsza podobno była najgorsza i najdłuższa, bo gdyby nie zrobili jej porządnie, to bym już nie żył - zaśmiał się.
- Nie śmiej się z tak poważnych spraw, gdybyś głupku nie żył, ja też bym nie żyła - powiedziałam, i zaczęłam płakać.
- Kochanie, przestań tak mówić. Ja bym cały czas był przy tobie. I rano i w nocy. Chroniłbym cie i nie opuszczał nawet na krok - powiedział i on też zaczął płakać. Przysunęłam krzesło do jego łóżka.
- Tak bardzo mi cię brakowało - powiedział i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Tak bardzo mi tego brakowało - teraz ja się odezwałam. Oderwaliśmy się od siebie i zaczęliśmy się śmiać. Po chwili przyszła Christina.
- Ja już będę się zbierać - powiedziałam. Wstałam i założyłam kurtkę.
- Nie idź jeszcze. Podwiozę cię do domciu, ale zaczekaj jeszcze chwilkę. Idź do poczekalni, zaraz tam przyjdę - powiedziała kobieta, a ja zrobiłam to o co mnie prosiła. Siedziałam w poczekalni i myślałam nad tym co się dzieje. Dlaczego ja mam takiego pecha w życiu. Moje jakże mądre myśli przerwał głos Christiny.
- Chodź Sophie. Odwiozę cię do domu - powiedziała. Poszłyśmy do samochodu. Całą drogę siedziałyśmy w ciszy.
- Dziękuję - odezwałam się, gdy dotarłyśmy pod mój dom.
- Nie ma za co - odpowiedziała kobieta i odjechała. Weszłam do domu. Na progu przypomniało mi się, że Dan i Mel mają konkurs tańca. Ciekawe jak Anne to przyjęła? Zadzwonię do niej.
- Hej Anne, jak tam?
- A dobrze, czemu pytasz?
- Bo, pamiętasz o tym konkursie tańca Mel i Dana?
- No tak, a co?
- A nic... Muszę kończyć papa.
Rozłączyła się. Jest nie najgorzej. Sądziłam, że będzie załamana. Było już późno, więc poszłam spać. Obudziłam się rano o 7:28. Mam tylko 32 minuty, żeby się wyszykować zjeść śniadanie i dojść do szkoły. Nie zastanawiając się dłużej, wleciałam do garderoby i wyjęłam pierwsze lepsze ciuchy. Zleciałam ze schodów jak oparzona i po kilku sekundach byłam w kuchni. Wyjęłam z lodówki kanapkę i zaczęłam ją jeść. Gdy skończyłam pobiegłam znowu na górę, ponieważ zapomniałam wziąć plecak. Jak już miałam wszystko, wybiegłam z domu i biegłam tak szybko, jak jeszcze nigdy. Do szkoły dotarłam około godziny 7:56. Wbiegłam po schodach na drugie piętro. Zdążyłam. Podeszłam do moich znajomych.
- Hej, a gdzie jest Melanie? - spytałam, gdy zauważyłam, że jej brakuje.
- Jest chora - odpowiedziała Anne.
- Skoro jest chora to z kim zatańczysz na konkursie? - zapytałam Daniela.
- Jak to z kim? Z Anne - powiedział i złapał dziewczynę za rękę.
- No dobrze... Ale co z tego będę mieć? - zapytała z zadziornym uśmieszkiem. Daniel, jakby czytał jej w myślach, namiętnie ją pocałował. Ich pocałunek przerwał dzwonek na przerwę.
- Dzień dobry dzieci. Mam dla was informację - powiedział nauczyciel, gdy weszliśmy do klasy - dzisiaj nie macie dwóch ostatnich lekcji.

***OCZAMI ANNE***
Biedna Mel... Rozchorowała się dzień przed konkursem, ale nic straconego. Zatańczę za nią. Pójdę do niej po lekcjach, żeby podać lekcje. Te 45 minut minęło bardzo szybko, dokładnie tak jak reszta zajęć. Postanowiłam zadzwonić do Mel. Nie odebrała. W szatni spotkałam Sophie.
- Hej So. Jedziesz do Jamesa?
- Tak, a co?
- Mogę jechać z tobą?
- Jasne - odpowiedziała. Zmieniłyśmy buty i poszłyśmy na przystanek. Chwilkę później przyjechał odpowiedni autobus, Wsiadłyśmy do niego i już po około 15 minutach byłyśmy przed szpitalem. Weszłyśmy do środka. Poszłyśmy do Jamesa. Nie było go w sali, więc usiadłyśmy przy jego łóżku i czekałyśmy, aż wróci. Jakaś pielęgniarka przywiozła go po 20 minutach.
- Gdzie byłeś?- spytała Sophie, gdy chłopak wrócił.
- Przesunęli mi jutrzejszą operację na dzisiaj - odpowiedział ledwo żywy.
- Aha. Jak się czujesz - znowu odezwała się So.
- Jest lepiej niż na początku - zaśmiał się. Posiedziałam z nimi jeszcze chwilkę i pojechałam do Melanie podać jej lekcje. Siedziałam w autobusie. Nagle na jednym z przystanków wsiadła Jennifer razem z Louisem. Na szczęście mnie nie zauważyli. Podeszłam bliżej nich i podsłuchałam ich rozmowę.
- To co chcesz zrobić? - zapytał Louis.
- Nie wiem, ale uda mi się. Melanie już załatwiłam, to ja wsadziłam jej tego szczura do szafki. Teraz została tylko Anne, Sophie, Daniel no i oczywiście ten największy kretyn Adam - odpowiedziała Jennifer na pytanie chłopaka. Więcej nie udało mi się podsłuchać, bo musiałam wysiąść. Natychmiast  pobiegłam do Melanie, żeby jej to powiedzieć.

***

No i mamy rozdział 13. 
Cieszymy się, że wam się podoba i, że komentujecie.
Te długie przerwy między jednym, a drugim rozdziałem,
zawdzięczamy szkole.
Następny rozdział = 6 komentarzy.
Love? & Amore?

sobota, 21 września 2013

Rozdział 12 - Szpital, szpital i szpital...

***OCZAMI MELANIE***
- Czego chcesz? - spytałam, gdy dowiedziałam się z kim mam nie przyjemność.
- Bo jak wiesz, między mną, a Sophie nie układa się najlepiej... Dzwonię z prośbą, żebyś jej pilnowała. Żeby nic głupiego sobie nie zrobiła - powiedział.
- Co?! Przecież ty z nią nie byłeś, nie jesteś i NIGDY nie będziesz. Rozumiesz? Czy może mam to jaśniej wytłumaczyć?!
 - Zrób co ci karze rozumiesz?!
- Nie będziesz mi mówiła co mam robić! Na razie frajerze! - powiedziałam i się rozłączyłam. Wróciłam do Adama.
- Kto dzwonił? - zapytał patrząc mi prosto w oczy.
- Louis - odpowiedziałam załamana - dzwonił bo sobie ubzdurał, że jest z Sophie i chciał, żebym jej pilnowała, żeby nie zrobiła sobie nic głupiego - dodałam. Pogadaliśmy jeszcze trochę, i ja niestety musiałam już się zbierać. Oczywiście jak się tego spodziewałam, Adaś mnie odprowadził.
- Dziękuję, za to miłe popołudnie - powiedziałam, gdy już doszliśmy pod drzwi mojego domu.
- Dla ciebie wszystko skarbie - powiedział i mnie pocałował. Weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę, buty i poszłam na górę, do swojego pokoju. Zadzwoniłam do Anne.
- Halo? - usłyszałam w telefonie.
- Hej Anne, co tam u ciebie? Wiesz, że James jest w szpitalu?
- Tak wiem. Jutro do niego jadę. Idziesz ze mną? - spytała.
- Jasne. O której się widzimy, żeby iść do szkoły?
- Jutro mamy na 8:00 tak? - zapytała
- Tak - odpowiedziałam.
- To może o 7:30?
- Spoko, to pa - powiedziałam i się rozłączyłam. Była godzina około 21. Nie wiedziałam co robić więc przebrałam się i ćwiczyłam nowe ruchy do układu tanecznego.

***OCZAMI SOPHIE***
Obiecałam Adamowi, że jutro pójdę do szkoły, ale chcę iść do Jamesa. Mam pomysł. Zerwę się z dwóch ostatnich lekcji. Powiedziałam mu, że pójdę do szkoły, nie obiecywałam, że zostanę na wszystkie lekcje. Nudziło mi się, więc wzięłam książkę i zaczęłam czytać. Była tak nudna, że po niecałej stronie zasnęłam. Rano obudziłam się o 6:50. W sam raz. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i spakowałam. Po jakichś 30 minutach zeszłam na dół do kuchni i zjadłam śniadanie. Po zjedzonym posiłku wyszłam z domu. Na miejscu byłam o ok 7:40. W szkole spotkałam Melanie, Anne i Daniela.
- Hej Sophie. Co u Jamesa? - zapytał mnie Daniel.
-W porządku. Jest trochę słaby, a dziś będzie miał przedostatnią operację.
- A kiedy będzie mógł do nas wrócić?
- Tego jeszcze nie wiadomo. Może dopiero za tydzień - powiedziałam- idziecie pod salę?
- Tak jasne.
- Ja muszę wziąść coś z szafki - powiedziała Mel i poszła w jej stronę.
- Aaaaaaaaaaaa!!! - krzyknęła Melanie i upadła na podłogę. Najprawdopodobniej zemdlała.
- Melanie! - cucił ją Daniel. Nie obudziła się, więc chłopak zaniósł ją do pielęgniarki. Ja i Anne zajrzałyśmy do szafki i tam znalazłyśmy zdechłego szczura. Co za kretyn go tam wsadził?! Chyba się domyślam... To Louis lub Jennifer.
- Chodźmy do Mel - powiedziała Anne.
- Ok, chodźmy.
Poszłyśmy do niej, ale ona nadal była nie przytomna.
- Proszę Pani, a może zadzwonimy po kogoś z jej rodziny, żeby ją zabrali do szpitala - zaproponował Daniel.
- Dobrze, zaraz to zrobię - poinformowała nas pielęgniarka.
- A może ja to zrobię? - zapytałam.
- No dobrze - odpowiedziała, a ja wyszłam i wybrałam numer Adama. Jest sygnał.
- Halo?
- Hej brat, przyjedź do szkoły , bo trzeba Mel zabrać do szpitala, bo 10 minut temu zemdlała i jeszcze się nie obudziła.
- Dobrze, będę za kilka minut - powiedział i się rozłączył.
- Gotowe - powiedziałam, gdy znowu weszłam do gabinetu.
- Dobra dzieciaki lećcie na górę do klasy, bo się spóźnicie na lekcję.
Poszliśmy do klasy. W tym momencie zadzwonił dzwonek.

***OCZAMI ADAMA***
- Dzień dobry - powiedziałem, gdy wszedłem do gabinetu pielęgniarki.
- Dzień dobry. Pan pewnie przyszedł po Melanie, tak? - zapytała mnie starsza kobieta.
- Tak, tak - odpowiedziałem, dogadałem się z pielęgniarką i wziąłem Melanie na ręce. Zaniosłem ją do samochodu, położyłem na siedzeniu z tyłu, zapiąłem jakoś i wsiadłem za kierownicę. Po około 5 minutach byłem w pod szpitalem. Wziąłem Mel na ręce (znowu) i zaniosłem do środka. Zagadałem do najbliższej pielęgniarki. Wytłumaczyłem jej co i jak, a ona wraz z jakimś lekarzem zabrali moją ukochaną do jakiejś sali na badania. Nie wiedziałem co mam robić więc usiadłem na krześle w poczekalni. Dopiero po jakichś 10 minutach ogarnąłem się, że w tym szpitalu leży James. Poszedłem go odwiedzić. Wszedłem do jego sali. Leżał i patrzył w sufit.
- Hej stary - powiedziałem.
- O, hej. Co tu robisz?
- Bo przywiozłem tutaj Melanie i pomyślałem, że cię odwiedzę.
- Melanie? A co jej się stało? - zapytał.
- Zemdlała i tak dalej...- zacząłem mu to tłumaczyć. Posiedziałem z nim jeszcze chwilkę i poszedłem sprawdzić co u Mel.
- Hej piękna - powiedziałem, gdy wszedłem do sali w której się znajdowała.
- Hej... Co ja tu robię? - spytała. Wyglądała tak ślicznie. Taka zaciekawiona i zagubiona jednocześnie.
- Bo zemdlałaś i zadzwonili do mnie ze szkoły, żebym cię tu przywiózł - powiedziałem i usiadłem obok jej łóżka.
- A kiedy będę mogła wrócić do domu? - zapytała.
- Nie wiem. Zapytam się lekarza.
Poszedłem i zapytałem lekarza. Odpowiedział, że już nawet teraz może wyjść.
- Zbieraj się - powiedziałem wchodząc do sali mojej dziewczyny. Zrobiła to o co ją poprosiłem.
- Skoro tu jesteśmy, to może pójdziemy do Jamesa?
- Ja już byłem, ale spoko - odpowiedziałem. Poszliśmy do sali chłopaka. Mel pogadała z nim chwilkę i poszliśmy do samochodu. Odwiozłem ją do domu, bo nie chciała iść do szkoły. Zostałem z nią jakiś czas i poszedłem do siebie. Nudziło mi się więc zadzwoniłem do Melanie i umówiłem się z nią na jakiś spacerek. Wziąłem ze sobą deskorolkę.
- Cześć - przywitała się gdy mnie zobaczyła.
- No cześć - odpowiedziałem i ją pocałowałem.
- Naucz mnie jeździć na desce - powiedziała.
- No dobra... Ale może najpierw pokaże ci jak to się robi. Co? - zaproponowałem.
- Ok, no to dawaj mistrzu - zaśmiała się. Stanąłem na desce i zacząłem jechać. Obróciłem się na chwilę w stronę Melanie
- Uważaj - krzyknęła. Nie zdążyłem nic zrobić, bo upadłem. Strasznie mnie rozbolała kostka.
- Adam, nic ci nie jest? - zapytała podbiegając do mnie.
- Nie nic, tylko mnie boli kostka
- No, pięknie mistrzu, chyba skręciłeś sobie kostkę. Zaczekaj zadzwonię po karetkę.
- Nie, nie trzeba, poradzę sobie - powiedziałem i próbowałem wstać, ale za bardzo mnie bolała kostka. Melanie zadzwoniła po karetkę. Po jakichś 10 minutach przyjechali. Zabrali mnie do niej i zawieźli mnie do szpitala. Tak zrobili mi prześwietlenia.
- No, przykro nam... - oznajmił doktor.
- Coś się stało?
- Zrobiliśmy prześwietlenie i okazało się, że ma pan skręconą kostkę.
- Co? Nie, to nie możliwe - powiedziałem i próbowałem wstać, ale lekarz mi to uniemożliwił.
- Proszę tutaj siedzieć, zaraz zabierzemy pana do gabinetu zabiegowego i założymy panu szynę gipsową.
O kurde... W co ja się wkopałem. Mogłem się wtedy do niej nie odwracać... Ale oddam wsystko, żeby móc na nią patrzeć do końca życia...

***

Mamy wymarzony 12 rozdział...
Bardzo się cieszymy, że czytacie i komentujecie nasze opowiadanie.
Mamy nadzieję, że rozumiecie tak długie przerwy między jednym, a drugim rozdziałem,
ale szkoła... To mówi samo za siebie.
Następny rozdział = 5 komentarzy
Love? & Amore?