Moje przemyślenia przerwał mi głos pielęgniarki.
- Proszę usiąść na wózku - powiedziała, a ja wstałem i zrobiłem to o co mnie prosiła. Zawiozła mnie do innego gabinetu. Tam usiadłem na łóżku, a znajomy mi już lekarz założył mi tą pieprzoną szynę gipsową. Musiałem do tego dokupić kule. Wyszedłem z sali podpierając się o nie, a Mel zamarła jak mnie zobaczyła.
- Co ci się stało? - spytała przerażona.
- Skręciłem sobie kostkę...
- O jeju... Biedaku ty mój... Chodź zadzwonię po taksówkę.
- Dobra - odpowiedziałem i usiadłem na krześle w poczekalni. Po jakichś 10 minutach przyjechał zamówiony pojazd. Mel pomogła mi wsiąść, co wyglądało bardzo komicznie, a później sama do niego weszła. Dziewczyna podała adres mojego domu i ruszyliśmy. Na miejscu byliśmy po około 20 minutach.
- Należy się 27.50 - odezwał się starszy kierowca.
- Proszę - powiedziała Mel wręczając facetowi wyznaczoną sumę. Doszliśmy pod mój dom, dziewczyna otworzyła mi drzwi i weszliśmy do środka. Tak jak się spodziewałem, tam zastaliśmy moją siostrzyczkę.
***OCZAMI SOPHIE***
- A tobie co się stało? - spytałam.
- Bo jechałem na desce, obróciłem się do Melanie, upadłem i skręciłem kostkę.
- Aha... Czyli to wszystko jej wina?!
- Nie! To tylko i wyłącznie moja wina, to ja się do niej odwróciłem, ona mnie o to nie prosiła.
- Dobra, dobra. Ja idę do Jamesa - powiedziałam i wyszłam. Poszłam na przystanek. Po 13 minutach przyjechał autobus do którego wsiadłam. Zajęłam miejsce przy oknie. Tak mi się nudziło, że zaczęłam malować palcem po szybie. Narysowałam kota, kwiatek i kilka innych wzorków. Gdy dotarłam na miejsce, spotkałam tam Christinę.
-O, witaj Sophie. Przyszłaś do Jamesa?
- Tak. Pani też jak widzę.
- Tak, przyniosłam mu obiad. Chodźmy - powiedziała kobieta i weszłyśmy do budynku. Poszłyśmy do sali w której leżał chłopak. Był już po przedostatniej operacji. Za 2 dni będzie miał ostatnią operację, a za 10 dni będzie mógł już wyjść ze szpitala. Nie wróci jeszcze do szkoły, ale będzie już w domu. Weszłyśmy do sali chłopaka.
- Hej kochanie - powiedziała jego mama, gdy byłyśmy w pokoju.
- Hej mamuś - odpowiedział - Hej śliczna - dodał, gdy mnie zobaczył.
- Cześć miśku - powiedziałam do chłopaka.
- Synku, przyniosłam ci obiadek.
- Dobrze, dziękuję. Postaw go na stole.
- Przyjdę później - powiedziała mama Jamesa i wyszła. Nie wiem gdzie poszła.
- To co tam w szkole? - spytał mój ukochany słodziak.
- Tak szczerze to nic, oprócz tego, że ktoś dziś włożył do szafki Mel zdechłego szczura.
- O jeny... To dlatego tu była.
- A Adam skręcił kostkę - dodałam.
- Aha... Jak tu ostatnio u mnie był to nie miał tej kostki skręconej.
- Aj nieważne. Jak się czujesz po dzisiejszej operacji?
- Dobrze. Za 2 dni ostatnia i podobno najszybsza. Ta pierwsza podobno była najgorsza i najdłuższa, bo gdyby nie zrobili jej porządnie, to bym już nie żył - zaśmiał się.
- Nie śmiej się z tak poważnych spraw, gdybyś głupku nie żył, ja też bym nie żyła - powiedziałam, i zaczęłam płakać.
- Kochanie, przestań tak mówić. Ja bym cały czas był przy tobie. I rano i w nocy. Chroniłbym cie i nie opuszczał nawet na krok - powiedział i on też zaczął płakać. Przysunęłam krzesło do jego łóżka.
- Tak bardzo mi cię brakowało - powiedział i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Tak bardzo mi tego brakowało - teraz ja się odezwałam. Oderwaliśmy się od siebie i zaczęliśmy się śmiać. Po chwili przyszła Christina.
- Ja już będę się zbierać - powiedziałam. Wstałam i założyłam kurtkę.
- Nie idź jeszcze. Podwiozę cię do domciu, ale zaczekaj jeszcze chwilkę. Idź do poczekalni, zaraz tam przyjdę - powiedziała kobieta, a ja zrobiłam to o co mnie prosiła. Siedziałam w poczekalni i myślałam nad tym co się dzieje. Dlaczego ja mam takiego pecha w życiu. Moje jakże mądre myśli przerwał głos Christiny.
- Chodź Sophie. Odwiozę cię do domu - powiedziała. Poszłyśmy do samochodu. Całą drogę siedziałyśmy w ciszy.
- Dziękuję - odezwałam się, gdy dotarłyśmy pod mój dom.
- Nie ma za co - odpowiedziała kobieta i odjechała. Weszłam do domu. Na progu przypomniało mi się, że Dan i Mel mają konkurs tańca. Ciekawe jak Anne to przyjęła? Zadzwonię do niej.
- Hej Anne, jak tam?
- A dobrze, czemu pytasz?
- Bo, pamiętasz o tym konkursie tańca Mel i Dana?
- No tak, a co?
- A nic... Muszę kończyć papa.
Rozłączyła się. Jest nie najgorzej. Sądziłam, że będzie załamana. Było już późno, więc poszłam spać. Obudziłam się rano o 7:28. Mam tylko 32 minuty, żeby się wyszykować zjeść śniadanie i dojść do szkoły. Nie zastanawiając się dłużej, wleciałam do garderoby i wyjęłam pierwsze lepsze ciuchy. Zleciałam ze schodów jak oparzona i po kilku sekundach byłam w kuchni. Wyjęłam z lodówki kanapkę i zaczęłam ją jeść. Gdy skończyłam pobiegłam znowu na górę, ponieważ zapomniałam wziąć plecak. Jak już miałam wszystko, wybiegłam z domu i biegłam tak szybko, jak jeszcze nigdy. Do szkoły dotarłam około godziny 7:56. Wbiegłam po schodach na drugie piętro. Zdążyłam. Podeszłam do moich znajomych.
- Hej, a gdzie jest Melanie? - spytałam, gdy zauważyłam, że jej brakuje.
- Jest chora - odpowiedziała Anne.
- Skoro jest chora to z kim zatańczysz na konkursie? - zapytałam Daniela.
- Jak to z kim? Z Anne - powiedział i złapał dziewczynę za rękę.
- No dobrze... Ale co z tego będę mieć? - zapytała z zadziornym uśmieszkiem. Daniel, jakby czytał jej w myślach, namiętnie ją pocałował. Ich pocałunek przerwał dzwonek na przerwę.
- Dzień dobry dzieci. Mam dla was informację - powiedział nauczyciel, gdy weszliśmy do klasy - dzisiaj nie macie dwóch ostatnich lekcji.
***OCZAMI ANNE***
Biedna Mel... Rozchorowała się dzień przed konkursem, ale nic straconego. Zatańczę za nią. Pójdę do niej po lekcjach, żeby podać lekcje. Te 45 minut minęło bardzo szybko, dokładnie tak jak reszta zajęć. Postanowiłam zadzwonić do Mel. Nie odebrała. W szatni spotkałam Sophie.
- Hej So. Jedziesz do Jamesa?
- Tak, a co?
- Mogę jechać z tobą?
- Jasne - odpowiedziała. Zmieniłyśmy buty i poszłyśmy na przystanek. Chwilkę później przyjechał odpowiedni autobus, Wsiadłyśmy do niego i już po około 15 minutach byłyśmy przed szpitalem. Weszłyśmy do środka. Poszłyśmy do Jamesa. Nie było go w sali, więc usiadłyśmy przy jego łóżku i czekałyśmy, aż wróci. Jakaś pielęgniarka przywiozła go po 20 minutach.
- Gdzie byłeś?- spytała Sophie, gdy chłopak wrócił.
- Przesunęli mi jutrzejszą operację na dzisiaj - odpowiedział ledwo żywy.
- Aha. Jak się czujesz - znowu odezwała się So.
- Jest lepiej niż na początku - zaśmiał się. Posiedziałam z nimi jeszcze chwilkę i pojechałam do Melanie podać jej lekcje. Siedziałam w autobusie. Nagle na jednym z przystanków wsiadła Jennifer razem z Louisem. Na szczęście mnie nie zauważyli. Podeszłam bliżej nich i podsłuchałam ich rozmowę.
- To co chcesz zrobić? - zapytał Louis.
- Nie wiem, ale uda mi się. Melanie już załatwiłam, to ja wsadziłam jej tego szczura do szafki. Teraz została tylko Anne, Sophie, Daniel no i oczywiście ten największy kretyn Adam - odpowiedziała Jennifer na pytanie chłopaka. Więcej nie udało mi się podsłuchać, bo musiałam wysiąść. Natychmiast pobiegłam do Melanie, żeby jej to powiedzieć.
***
No i mamy rozdział 13.
Cieszymy się, że wam się podoba i, że komentujecie.
Te długie przerwy między jednym, a drugim rozdziałem,
zawdzięczamy szkole.
Następny rozdział = 6 komentarzy.
Love? & Amore?
- Proszę usiąść na wózku - powiedziała, a ja wstałem i zrobiłem to o co mnie prosiła. Zawiozła mnie do innego gabinetu. Tam usiadłem na łóżku, a znajomy mi już lekarz założył mi tą pieprzoną szynę gipsową. Musiałem do tego dokupić kule. Wyszedłem z sali podpierając się o nie, a Mel zamarła jak mnie zobaczyła.
- Co ci się stało? - spytała przerażona.
- Skręciłem sobie kostkę...
- O jeju... Biedaku ty mój... Chodź zadzwonię po taksówkę.
- Dobra - odpowiedziałem i usiadłem na krześle w poczekalni. Po jakichś 10 minutach przyjechał zamówiony pojazd. Mel pomogła mi wsiąść, co wyglądało bardzo komicznie, a później sama do niego weszła. Dziewczyna podała adres mojego domu i ruszyliśmy. Na miejscu byliśmy po około 20 minutach.
- Należy się 27.50 - odezwał się starszy kierowca.
- Proszę - powiedziała Mel wręczając facetowi wyznaczoną sumę. Doszliśmy pod mój dom, dziewczyna otworzyła mi drzwi i weszliśmy do środka. Tak jak się spodziewałem, tam zastaliśmy moją siostrzyczkę.
***OCZAMI SOPHIE***
- A tobie co się stało? - spytałam.
- Bo jechałem na desce, obróciłem się do Melanie, upadłem i skręciłem kostkę.
- Aha... Czyli to wszystko jej wina?!
- Nie! To tylko i wyłącznie moja wina, to ja się do niej odwróciłem, ona mnie o to nie prosiła.
- Dobra, dobra. Ja idę do Jamesa - powiedziałam i wyszłam. Poszłam na przystanek. Po 13 minutach przyjechał autobus do którego wsiadłam. Zajęłam miejsce przy oknie. Tak mi się nudziło, że zaczęłam malować palcem po szybie. Narysowałam kota, kwiatek i kilka innych wzorków. Gdy dotarłam na miejsce, spotkałam tam Christinę.
-O, witaj Sophie. Przyszłaś do Jamesa?
- Tak. Pani też jak widzę.
- Tak, przyniosłam mu obiad. Chodźmy - powiedziała kobieta i weszłyśmy do budynku. Poszłyśmy do sali w której leżał chłopak. Był już po przedostatniej operacji. Za 2 dni będzie miał ostatnią operację, a za 10 dni będzie mógł już wyjść ze szpitala. Nie wróci jeszcze do szkoły, ale będzie już w domu. Weszłyśmy do sali chłopaka.
- Hej kochanie - powiedziała jego mama, gdy byłyśmy w pokoju.
- Hej mamuś - odpowiedział - Hej śliczna - dodał, gdy mnie zobaczył.
- Cześć miśku - powiedziałam do chłopaka.
- Synku, przyniosłam ci obiadek.
- Dobrze, dziękuję. Postaw go na stole.
- Przyjdę później - powiedziała mama Jamesa i wyszła. Nie wiem gdzie poszła.
- To co tam w szkole? - spytał mój ukochany słodziak.
- Tak szczerze to nic, oprócz tego, że ktoś dziś włożył do szafki Mel zdechłego szczura.
- O jeny... To dlatego tu była.
- A Adam skręcił kostkę - dodałam.
- Aha... Jak tu ostatnio u mnie był to nie miał tej kostki skręconej.
- Aj nieważne. Jak się czujesz po dzisiejszej operacji?
- Dobrze. Za 2 dni ostatnia i podobno najszybsza. Ta pierwsza podobno była najgorsza i najdłuższa, bo gdyby nie zrobili jej porządnie, to bym już nie żył - zaśmiał się.
- Nie śmiej się z tak poważnych spraw, gdybyś głupku nie żył, ja też bym nie żyła - powiedziałam, i zaczęłam płakać.
- Kochanie, przestań tak mówić. Ja bym cały czas był przy tobie. I rano i w nocy. Chroniłbym cie i nie opuszczał nawet na krok - powiedział i on też zaczął płakać. Przysunęłam krzesło do jego łóżka.
- Tak bardzo mi cię brakowało - powiedział i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Tak bardzo mi tego brakowało - teraz ja się odezwałam. Oderwaliśmy się od siebie i zaczęliśmy się śmiać. Po chwili przyszła Christina.
- Ja już będę się zbierać - powiedziałam. Wstałam i założyłam kurtkę.
- Nie idź jeszcze. Podwiozę cię do domciu, ale zaczekaj jeszcze chwilkę. Idź do poczekalni, zaraz tam przyjdę - powiedziała kobieta, a ja zrobiłam to o co mnie prosiła. Siedziałam w poczekalni i myślałam nad tym co się dzieje. Dlaczego ja mam takiego pecha w życiu. Moje jakże mądre myśli przerwał głos Christiny.
- Chodź Sophie. Odwiozę cię do domu - powiedziała. Poszłyśmy do samochodu. Całą drogę siedziałyśmy w ciszy.
- Dziękuję - odezwałam się, gdy dotarłyśmy pod mój dom.
- Nie ma za co - odpowiedziała kobieta i odjechała. Weszłam do domu. Na progu przypomniało mi się, że Dan i Mel mają konkurs tańca. Ciekawe jak Anne to przyjęła? Zadzwonię do niej.
- Hej Anne, jak tam?
- A dobrze, czemu pytasz?
- Bo, pamiętasz o tym konkursie tańca Mel i Dana?
- No tak, a co?
- A nic... Muszę kończyć papa.
Rozłączyła się. Jest nie najgorzej. Sądziłam, że będzie załamana. Było już późno, więc poszłam spać. Obudziłam się rano o 7:28. Mam tylko 32 minuty, żeby się wyszykować zjeść śniadanie i dojść do szkoły. Nie zastanawiając się dłużej, wleciałam do garderoby i wyjęłam pierwsze lepsze ciuchy. Zleciałam ze schodów jak oparzona i po kilku sekundach byłam w kuchni. Wyjęłam z lodówki kanapkę i zaczęłam ją jeść. Gdy skończyłam pobiegłam znowu na górę, ponieważ zapomniałam wziąć plecak. Jak już miałam wszystko, wybiegłam z domu i biegłam tak szybko, jak jeszcze nigdy. Do szkoły dotarłam około godziny 7:56. Wbiegłam po schodach na drugie piętro. Zdążyłam. Podeszłam do moich znajomych.
- Hej, a gdzie jest Melanie? - spytałam, gdy zauważyłam, że jej brakuje.
- Jest chora - odpowiedziała Anne.
- Skoro jest chora to z kim zatańczysz na konkursie? - zapytałam Daniela.
- Jak to z kim? Z Anne - powiedział i złapał dziewczynę za rękę.
- No dobrze... Ale co z tego będę mieć? - zapytała z zadziornym uśmieszkiem. Daniel, jakby czytał jej w myślach, namiętnie ją pocałował. Ich pocałunek przerwał dzwonek na przerwę.
- Dzień dobry dzieci. Mam dla was informację - powiedział nauczyciel, gdy weszliśmy do klasy - dzisiaj nie macie dwóch ostatnich lekcji.
***OCZAMI ANNE***
Biedna Mel... Rozchorowała się dzień przed konkursem, ale nic straconego. Zatańczę za nią. Pójdę do niej po lekcjach, żeby podać lekcje. Te 45 minut minęło bardzo szybko, dokładnie tak jak reszta zajęć. Postanowiłam zadzwonić do Mel. Nie odebrała. W szatni spotkałam Sophie.
- Hej So. Jedziesz do Jamesa?
- Tak, a co?
- Mogę jechać z tobą?
- Jasne - odpowiedziała. Zmieniłyśmy buty i poszłyśmy na przystanek. Chwilkę później przyjechał odpowiedni autobus, Wsiadłyśmy do niego i już po około 15 minutach byłyśmy przed szpitalem. Weszłyśmy do środka. Poszłyśmy do Jamesa. Nie było go w sali, więc usiadłyśmy przy jego łóżku i czekałyśmy, aż wróci. Jakaś pielęgniarka przywiozła go po 20 minutach.
- Gdzie byłeś?- spytała Sophie, gdy chłopak wrócił.
- Przesunęli mi jutrzejszą operację na dzisiaj - odpowiedział ledwo żywy.
- Aha. Jak się czujesz - znowu odezwała się So.
- Jest lepiej niż na początku - zaśmiał się. Posiedziałam z nimi jeszcze chwilkę i pojechałam do Melanie podać jej lekcje. Siedziałam w autobusie. Nagle na jednym z przystanków wsiadła Jennifer razem z Louisem. Na szczęście mnie nie zauważyli. Podeszłam bliżej nich i podsłuchałam ich rozmowę.
- To co chcesz zrobić? - zapytał Louis.
- Nie wiem, ale uda mi się. Melanie już załatwiłam, to ja wsadziłam jej tego szczura do szafki. Teraz została tylko Anne, Sophie, Daniel no i oczywiście ten największy kretyn Adam - odpowiedziała Jennifer na pytanie chłopaka. Więcej nie udało mi się podsłuchać, bo musiałam wysiąść. Natychmiast pobiegłam do Melanie, żeby jej to powiedzieć.
***
No i mamy rozdział 13.
Cieszymy się, że wam się podoba i, że komentujecie.
Te długie przerwy między jednym, a drugim rozdziałem,
zawdzięczamy szkole.
Następny rozdział = 6 komentarzy.
Love? & Amore?
