niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 16 - Zaskoczenie

Zaczęliśmy tańczyć. Nigdy nie czułam się tak jak w tej chwili. Czas minął bardzo szybko i zanim się obejrzałam skończyliśmy tańczyć. Zeszliśmy ze sceny.
- Byłaś świetna - zaczął Daniel.
- Gdyby nie ty, nie udałoby mi się to - uśmiechnęłam się do niego i złączyliśmy nasze usta w krótkim całusie, który przerwał nam dzwonek mojego telefonu.

***OCZAMI MELANIE***
Wow, Ann i Dan świetnie zatańczyli.
- Oni byli mega - powiedziała zachwycona Bethanie.
- No wiem, zaczekaj zadzwonię do nich - odpowiedziałam i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Po chwili Anne odebrała.
- Halo?
- No siema! Byliście genialni! 
- Dzięki, ale jeszcze nie wiadomo czy się dostaliśmy dalej... - odpowiedziała zasmucona.
- Na pewno się dostaniecie.
- Dobra kończę - powiedziała i się rozłączyła.

***OCZAMI DANIELA***
- I jak? - zapytałem.
- Mel dzwoniła, żeby nam pogratulować - zaśmiałam się.
- Za 5 minut ogłoszenie wyników - powiedziałem, a jej mina zrzedła - ej, nie przejmuj się.
- Nie przejmuję się, będzie dobrze - próbowała wymusić uśmiech, ale jej nie wyszło.
- Idę na chwilę do szatni - powiedziała i pocałowała mnie w policzek. Coś z nią jest nie tak... Muszę się dowiedzieć co się stało. Nigdy się tak nie denerwowała, a znam ją od zawsze... Prawie... Za minutę ogłoszenie wyników, a jej jeszcze nie ma. Raczej do szatni damskiej nie wejdę...
- Emm... Cześć, bo moja partnerka weszła do szatni jakiś czas temu i jeszcze jej nie ma... Mogłabyś wejść do szatni i sprawdzić co z nią? Bo trochę się martwię - zapytałem jedną z moich rywalek.
- Jasne - odpowiedziała i zniknęła w szatni.Po chwili znowu pojawiła się.
- I jak? - zapytałem zdezorientowany.
- Dobrze, po prostu się źle poczuła, ale napiła się wody i już lepiej. Za chwilkę przyjdzie - gdy to mówiła, drzwi od szatni się otworzyły. Szepnąłem rywalce ciche "dziękuję" i poszedłem do Anne.
- Wszystko w porządku?
- Tak. Chodź, bo zaraz ogłoszenie wyników - powiedziała i złapała moją dłoń. Poszliśmy na scenę...

***OCZAMI MELANIE***
- Zaczyna się! - krzyknęła Beti z salonu.
- Już idę! - odkrzyknęłam jej i wróciłam z miską pełną popcorn'u. Usiadłam na kanapie obok Bethanie i po głosiłam telewizor.
- Za chwilę będzie chwila na którą wszyscy czekali - zaczął prezenter programu - za kilka minut dowiemy się kto z uczestników przejdzie dalej [brawa]! Właśnie dostałem kopertę z wynikami [otwiera kopertę], więc na trzecim miejscu są Martin i Stephanie, gratulacje [brawa], na drugim miejscu Andriej i Monica [brawa], przechodzą również Nathan i Camilla [brawa] oraz George i Cat [i znowu brawa]! Już za chwilę dowiemy się kto zajął miejsce pierwsze [brawa]! Ale najpierw kilka słów od jury {ściszyłam telewizor}.
- Boże, nie wymienili Dana i Anne, a co jak się nie dostali?!
- Mel, uspokój się, jestem pewna, że zajęli pierwsze miejsce - odpowiedziała co mnie bardzo uspokoiło. znowu pod głosiłam "magiczne pudełko"{tak mówiłam jak byłam mała}.
- (...). A przede wszystkim chciałabym powiedzieć wam wszystkim, że macie ogromny talent i potencjał, i mimo tego, że jedna para odejdzie, jestem z was dumna i oczarowana waszymi występami [brawa, brawa i znowu brawa].
- No dobrze, dziękujemy za tę wypowiedź. A więc... Pierwsze miejsce zajmują... Daniel i Anne!!!
Wyłączyłam telewizor. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale jakoś tak odruchowo. Po kilku sekundach kiedy dotarło do mnie, że oni wygrali, ponownie włączyłam telewizor. Anne właśnie coś mówiła.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że wygraliśmy. Chcę podziękować Danielowi, mojej mamie i rodzinie, a przede wszystkim chciałabym podziękować mojej najlepszej przyjaciółce. Melanie, gdyby nie ty nie byłoby mnie tutaj. Dziękuję.
- Ja też chciałbym podziękować Mel. To z nią miałem zatańczyć na początku, ale niestety się rozchorowała. Wracaj do zdrowia chorowitku.
Jury jeszcze coś tam pierdzieliło, a ja poszłam zrobić sobie coś do picia. Bethanie już musiała iść, więc odprowadziłam ją do drzwi i wróciłam do salonu. Po upływie 30 minut ktoś zapukał do moich drzwi. Poszłam je otworzyć i nagle runęło na mnie jakieś 50 kilo.
- Anne! Ogarnij się i złaź ze mnie! - wrzasnęłam.
- No już wstaję, już wstaję - odpowiedziała i Dan pomógł jej wstać.
- I jak? - zapytałam.
- Superniesamowiciegenialnie!!!
- ???
- Po prostu tak się cieszę, że wygraliśmy, że nie wiem... Skoczyłabym na bungee.
- Anne! Ogarnij się! - Daniel wtrącił się do naszej "rozmowy".
- No już, już. Jestem taka podekscytowana! - powiedziała Anne i zaczęła całować Daniela. Zadzwoniłam do Adama.
- Halo?
- Cześć, mogę do ciebie wpaść? Mój dom zawładnęła Anne i jej podniecenie, że wygrała pierwszy etap konkursu.
- Jasne, nie ma sprawy kotku.
- To zaraz będę. Papa! - i się rozłączyłam. Przerwałam moim zakochanym gołąbeczką.
 - Ja idę do Adama. Idziecie?
- Jasne - odpowiedzieli. Zebraliśmy się i po 7 minutach byliśmy pod domem mojego chłopaka. Zapukałam. Słyszałam kuśtykające kroki Adama.

***

Przepraszamy, że taki krótki, ale nie mamy weny...
Przepraszamy też za tą długą przerwę, ale... No właśnie.
Mamy nadzieję, że się podoba.
Next to 3 komentarze  :)
Love? & Amore?

sobota, 19 października 2013

Rozdział 15 - Konkurs

Nie wiedziałam, czy zapukać. Raczej długo mu się zejdzie z dojściem do drzwi co nie? Oj nie ważne, stwierdziłam i zapukałam. Zdziwiłam się bardzo, bo Adam otworzył po kilku sekundach... Zapewne siedział przy drzwiach i czekał, a to cwaniak.
- Hej mała... - nie dokończył bo mu przerwałam...
- Mała to jest twoja... a zresztą już nie ważne - nie chciałam go denerwować.
- No słucham maleńka, co mi chciałaś powiedzieć?
- Nie taka maleńka wielkoludzie. Mam 163cm.
- Jaki maluszek - zaczął się śmiać, a ja wyszłam przed dom ochłonąć i zaczerpnąć świeżego powietrza. Mam dosyć, bo zawsze się ze mnie śmiali, dlatego, że jestem niska. Miałam już tego dosyć.  Gdy chciałam wracać do swojego domu, usłyszałam otwierające się drzwi. Wiedziałam, że to Adam. Bez odwracania się powiedziałam
- Idź sobie! - zaczęłam, a ten znowu zaczął się naśmiewać. Myślałam, że chce mnie przeprosić.
- Idź sobie, idź sobie - zaczął mówić, krztusząc się śmiechem.
- Mam dosyć, rozumiesz?! Mam dosyć twojego szczeniackiego zachowania. Mam dosyć tego, że całe życie się ze mnie śmiali z powodu mojego wzrostu. Mam dosyć, rozumiesz? Dosyć! - wrzasnęłam na niego, odwróciłam się na pięcie i poszłam w stronę swojego domu.
- Melanie zaczekaj! Przepraszam, ja nie chciałem - krzyczał, ale nie miałam zamiaru się odwracać, albo chociażby patrzeć na niego. Weszłam do domu i trzasnęłam drzwiami. Wbiegłam po schodach do swojego pokoju i po raz kolejny trzasnęłam drzwiami. Usiadłam na łóżku i włączyłam muzykę, jednak po chwili tę czynność przerwało mi pukanie. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi z nadzieją, że nie stoi za nimi Adam. Za drzwiami stała jakaś dziewczyna. Ubrała była w luźny t-shirt zespołu Iron Maiden, ciemno - szare rurki i glany. Mimo to, wyglądała na miłą.
- Cześć! Jestem Bethanie. Wczoraj wprowadziłam się do domu obok i przyszłam się przywitać - powiedziała i wyciągnęła rękę, w celu uściśnięcia mojej dłoni.

NOWA POSTAĆ
Bethanie Gaarden
Ma 17 lat.
Przez 10 lat mieszkała w Irlandii, 3 w Chorwacji i 3 Hiszpani.
Uwielbia zespoły typu "Iron Maiden" i "Sabaton".
Chodzi na karate.
 Czy pomyli się co do niektórych osób?

- Wejdź do środka - powiedziałam i zaprosiłam ją gestem do domu. Dziewczyna weszła i usiadła na kanapie w salonie.
- Chcesz coś do picia? - zapytałam.
- Poproszę sok jabłkowy - odpowiedziała. Wstałam i poszłam do kuchni. Po chwili wróciłam do pokoju z dwiema pełnymi szklankami soku. Pogadałam jeszcze chwilkę z nią i Beti musiała już spadać. Zadzwoniłam do Anne.

***OCZAMI ANNE***
- Poczekaj chwilkę - powiedziałam do Daniela i odebrałam dzwoniący telefon.
- Halo?
- Hej, Anne. Obok mnie wprowadziła się jakaś dziewczyna. Nazywa się Bethanie i lubi Iron Maiden i tym podobne. Ale jest spoko. Wpadniesz do mnie? - zapytała moja przyjaciółka.
- Nie mogę, jestem z Danem i dopiero się spotkaliśmy, a ostatnio coraz mniej czasu spędzamy razem i chcielibyśmy... No wiesz - powiedziałam.
- Dobra, spoko, rozumiem - odpowiedziała udając smutną.
- Idź do Adama - zaproponowałam, nie wiedząc co się wcześniej stało.
- Pokłóciłam się z nim - odparła smutna.
- To... Idź się z nim pogódź - powiedziałam, na co ona tylko cicho westchnęła i się rozłączyła. Wróciłam do Daniela.
- Kto dzwonił? - zapytał.
- Melanie... Pokłóciła się z Adamem.
- Szkoda - westchnął.

***OCZAMI ADAMA***
No kurwa, znowu wszystko spieprzyłem! To nie jej wina, że jest niska, chociaż to słodkie. No cóż... Pary się często kłócą... Co nie? Wziąłem telefon do ręki i wybrałem numer do Melanie. Właśnie miałem nacisnąć zieloną słuchawkę, gdy przeszkodził mi dzwonek do drzwi. Nie udolnie "doczołgałem się" do drzwi i je otworzyłem. Zza nich wyłoniła się moja dziewczyna i rzuciła mi się na szyję. Oboje upadliśmy na ziemię i zaczęliśmy się śmiać. Po chwili spojrzeliśmy sobie prosto w oczy i się pocałowaliśmy. Był to długi  namiętny pocałunek pełen miłości.
- Emmm... A ty nie byłaś na mnie zła? - spytałem nie bardzo rozumiejąc sytuację.
- Zrozumiałam... No wiesz... Każda dziewczyna ma te swoje humorki. Wybaczysz? - spytała i znowu złączyliśmy nasze usta - To znaczyło tak? - spojrzała na mnie.
- No... Czy ja wiem - zaśmiałem się i wstaliśmy z podłogi. Poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. Zaczęła mi opowiadać o jakiejś dziewczynie. Chyba Britaney, czy coś takiego. Naszą konwersacje przerwał dzwonek do drzwi.
- Bethanie!!! - krzyknęła radośnie Melanie.
- Co tu robisz mała? - zapytała.
- NIE.JESTEM.MAŁA... - powiedziała zła.
- No już, przepraszam - powiedziała nieznajoma.
- Wejdź - powiedziała Mel. Po chwili obie dziewczyny weszły do salonu.
- Cześć. Jestem Adam - powiedziałem i nieudolnie wstałem z kanapy. Podałem blondynce rękę i uścisnąłem jej dłoń.
- Bethanie - uśmiechnęła się - to wy jesteście przyjaciółmi czy co? - zapytała trochę skrępowana.
- No, ten my jesteśmy razem - odpowiedziałem razem z Melanie. Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Po chwili Bethanie do nas dołączyła.
- To... Jak mam do ciebie mówić? - zapytałem.
- Bethanie, Beti jak chcesz - odpowiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy. Pogadaliśmy około godzinkę i dziewczyny już się zbierały. Pożegnałem się z nimi i poszedłem pod prysznic.

***OCZAMI BETHANIE***
Melanie ma szczęście. Jest taka ładna i jeszcze do tego ma takiego zajebiście ładnego chłopaka. Ja tam nigdy nie miałam farta w miłości. Raz chodziłam z takim jednym rudym dupkiem. Olewał mnie przez cały czas, a jak powiedziałam mu, że to nie ma sensu ciągnąć dalej i, że z nim zrywam, on tylko wzruszył ramionami i odszedł. To był mój pierwszy i jak do tąd ostatni chłopak... Mam nadzieję, że jeszcze jakiegoś spotkam i nie zostanę starą panną z kotem...
- Hej, co ty taka zamyślona? - Mel w końcu przerwała niezręczną cisze.
- A nic... tak sobie myślę, o... a z resztą nie ważne - odpowiedziałam.
- No Beti, powiedz mi co się stało - nalegała bezustannie.
 - No dobra. Bo ty jesteś taka ładna, masz fajnego chłopaka, a ja od jakichś 4 lat jestem sama, nikt się mną nawet nie interesuje i ogólnie mam zjebane życie.
- Nie mów tak. Jesteś śliczna. A jak nikt się Tobą nie interesuje, to znaczy, że jeszcze nie czas na nowy związek. Zobaczysz niedługo znajdziesz sobie chłopaka - zapewniała mnie.
- No... Skoro tak sądzisz. Niech będzie, że tak jest - zaśmiałam się.
- Ooo! Moja przyjaciółka, Anne, będzie dzisiaj w telewizji na ty konkursie tańca. Obejrzysz bo ze mną? - zapytała dziewczyna.
- No, czemu nie - zaśmiałam się, na co młoda zareagowała podobnie. Heh... Wszyscy moi bliżsi znajomi są ode mnie młodsi co najmniej o rok. O ironio. Po chwili byłyśmy w domu Melanie. Zdjęłyśmy kurtki, buty i usiadłyśmy na kanapie w salonie. Mel włączyła telewizor i poszła do kuchni zrobić popcorn. Po kilku minutach siedziałyśmy obie na kanapie i oglądałyśmy rozpoczęcie konkursu.

***OCZAMI ANNE***
Boże jak ja się stresuje. Za chwilę zacznie się ten konkurs... A co jak zapomnę kroków, albo upadnę?! Boże, boże, boże, boże... Na scenę wychodzi właśnie pierwsza para, a ja z Danielem jesteśmy trzeci. Poszłam jeszcze na chwile do szatni. Stanęłam przed lustrem i poprawiłam swój strój. Wyjęłam z szafki cienie i dokończyłam swój makijaż, który zrobiła mi moja mama zanim tu przyjechałam. Gdy wyszłam z szatni, pierwsza para skończyła tańczyć. Poszłam poprosić stażystę o butelkę wody, którą po chwili otrzymałam. Druga para tańczyła niesamowicie, ich ruchy były odważne, a miny takie, jakby występowali na scenie po raz co najmniej 100. Mam nadzieję, że uda nam się, że dostaniemy się do drugiego i trzeciego etapu, a później do finału. Druga para skończyła tańczyć. Usłyszałam gromkie oklaski i po chwili głos prowadzącego. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
- Gotowa? - zapytał Daniel. Widać było, że też się trochę denerwuje.
- Gotowa... - odpowiedziałam i oboje weszliśmy na scenę. Usłyszeliśmy ciche dźwięki naszej piosenki. Zamknęłam oczy i poczułam ciepłą dłoń Daniela na tali...

***

To by chyba było na tyle. 
Skończyłyśmy pisać 15 rozdział! 
Udało się :).
Mamy nadzieję, że z wielką chęcią wchodzicie na naszego bloga i go czytacie. 
Następny rozdział to 5 komentarzy :)
Love? & Amore?

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 14 - ... (nie mamy pomysłu na tytuł)

***OCZAMI MELANIE***
Siedziałam sobie w swoim pokoju, pijąc ciepłą czekoladę. Oglądałam jakiś beznadziejny horror, który w ogóle nie był straszny. Moje naśmiewanie z tego śmiesznego "horroru" przerwał dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałam z łóżka i zwlokłam się ze schodów. Podeszłam do drzwi, lekko je uchylając. Do mojego przedpokoju natychmiastowo wpadła Anne.
- Hej Ann, co tu robisz?
- Przyszłam ci podać lekcje i coś powiedzieć.
- Co? - zapytałam.
- Wiem kto ci wsadził tego szczura do szafki. To była Jennifer. Nagrałam jej rozmowę z Louisem. Wsiedli do tego samego autobusu co ja i rozmawiali o tym, że chcą nam zniszczyć życie - zaczęła mi tłumaczyć co i jak. Na szczęście nagrała tą ich rozmowę.
- Skoro jesteś chora to nie będziesz na konkursie tańca?
- No niestety nie - odpowiedziałam na pytanie przyjaciółki. Widziałam, że jest szczęśliwa z tego powodu - Co ty taka szczęśliwa?
- No, bo wiesz... - to mówiło samo za siebie.
- Nie bój się nigdy bym ci nie odbiła chłopaka.
- Co?! Nie o to mi chodziło... - udawała mówić "normalnie", ale jej nie wyszło - Dobra. Zostawiam ci zeszyty i idę na próbę z Danielem.
- Spoko idź do swojego chłopaczka i zostaw mnie w takim stanie... - zaśmiałam się, a ona przewróciła oczami i poszła. Zaczęłam przepisywać dzisiejsze lekcje.

***OCZAMI DANIELA***
Czekałem na Anne dobre 15 minut przed Studiem. Ile można czekać?! Wiem, że dziewczyny potrzebują czasu, ale bez przesady... O ktoś idzie... To Anne.
- Anne! - krzyknąłem, gdy była w zasięgu wzroku.
- Hej skarbie! Bardzo cię przepraszam, że się trochę spóźniłam, ale byłam u Mel podać jej lekcje. Jeszcze raz przepraszam - powiedziała.
- Dobra, chodź do środka - powiedziałem i weszliśmy do Studia. Poszliśmy do swoich przebieralni. Zmieniliśmy ubrania i weszliśmy do sali treningowej. Zaczęliśmy ćwiczyć nowe kroki, aż w końcu po 3 godzinach mieliśmy gotowy układ. Był świetny. W naszym układzie były kroki, w których byliśmy bardzo, bardzo blisko siebie. Jednak trochę cieszę się, że tańczę z Ann, a nie z Mel. Chociaż Melanie też jest niezła... Boże co ja gadam, mam Anne, a Mel ma Adama i to by było na tyle. Wróciłem do domu o 20.
Spakowałem rzeczy na konkurs, zjadłem kanapkę i poszedłem do salonu poćwiczyć dzisiejszy układ, ale mi nie wychodziło, bo jak wiadomo to taniec dla dwojga.

***OCZAMI ANNE***
Jest 22 godzina, a ja nie mogę usnąć.
Napiszę do Daniela. Na pewno jeszcze nie śpi.
Hej kochanie. Tęsknię xoxo
Po niecałych 2 minutach otrzymałam odpowiedź
Ja tęsknię bardziej, ale teraz idź spać.
Odpisałam mu bardzo szybko
Nie mogę... stresuję się przed jutrem.
Jak na zawołanie po kilku minutach otrzymałam sms zwrotny.
Będzie dobrze, jestem pewny... Jak się nie wyśpisz, to będziesz zaspana i zła, a tego nie chcemy... <3
Wiedziałam, że się o mnie martwi, więc napisałam mu dobranoc, oczywiście on mi też, i poszłam spać. Rano obudziły mnie jasne promienie słońca wpadające do mojej sypialni. Usiadłam na brzegu łóżka, przeciągając się. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Widniała na nim godzina 6:52 i 3 nieodebrane sms - y. Były one od Mel, Sophie i oczywiście Dana. Wszystkie były podobnej treści. Było tam coś, ze uda mi się, że będzie dobrze i tak dalej... Poszłam do toalety i nałożyłam lekki make up. Później wróciła do swojego pokoju i wybrałam jakieś ciuchy z szafy. Wróciłam do łazienki i lekko zakręciłam swoje jasne włosy. Spakowałam książki i zeszłam na dół zjeść śniadanie. Po spożytym posiłku, wyszłam z domu i wstąpiłam do Melanie po swoje zeszyty. Otworzyła mi jej mama. Poszłam na górę, do jej pokoju. Spała w najlepsze, nie chciałam jej budzić. Po cichu weszłam i wzięłam swoje zeszyty w jej biurka. Nagle coś mnie mocno uderzyło w nos. Upadłam na podłogę, a z mojego nosa zaczęła sączyć się krew. Natychmiast podbiegła do mnie Melanie, zawołała swoją mamę i pojechałyśmy do szpitala. Ale cholernie mnie ten nos boli, a krew nadal leci. Po jakichś 5 minutach dotarłyśmy do szpitala, bo Sabrin jechała bardzo szybko. Za pomocą Sabrin i Mel weszłam do szpitala. Mama mojej przyjaciółki poprosiła jakąś pielęgniarkę o pomoc, ona posadziła mnie na wózek, jak bym była kaleką, a nie jestem. Zabrała mnie do jakiegoś gabinetu, gdzie jakiś młody i całkiem przystojny doktor się mną zajął. Zatamował krew, obmył mi obolały nos i zrobił prześwietlenie.
- Panno Anne, mamy dla pani złą wiadomość - zaczął niepewnie lekarz.
- Słucham proszę pana - odpowiedziałam.
- Ma panna złamany nos - powiedział doktor, a mi zachciało się płakać. Zabrał mnie do innego gabinetu założył coś na nos i wypuścił mnie ze szpitala. W poczekalni czekały na mnie Mel i Sabrin. Moja przyjaciółka wyglądała przezabawnie. Siedziała w piżamie i cieniutkim szlafroczku do połowy ud. Do tego miała puchate kapciuszki i grube skarpetki. Włosy miała spięte w niesfornego koka, a kilka pasemek opadało jej na lekko spuchniętą twarz.
- Anne, ja przepraszam, myślałam, że to jakiś złodziej - zaczęła przepraszać mnie Melanie.
- Spokojnie, nie przejmuj się. Wiem, że nie chciałaś mi tego zrobić. Rozumiem, że działałaś w obronie własnej - zaśmiałam się, ale szybko zaprzestałam tej czynności z powodu obolałego nosa.
- To co? Odwiezie mnie pani do szkoły? - spytałam, gdy wychodziłyśmy już ze szpitala.
- Anne, nie idź do szkoły. Proszę cię, w domu samej mi się tak nudzi. Proszę, proszę, proszę zostań ze mną w domu... - błagała mnie moja przyjaciółka.
- Dobrze, dobrze zostanę z Tobą, tylko mnie nie zaraź, bo mam ten konkurs tańca.
Pojechałyśmy wszystkie do domu. Mama Mel poszła na jakieś zakupy, a my poszłyśmy do pokoju dziewczyny. Pokazałam Melanie nasz układ, a ona zaczęła się ze mnie śmiać. Szczerze mówiąc, wyszło mi beznadziejnie, bo to układ dla pary, a nie dla jednej osoby.
- Będę was oglądać - powiedziała Mel, co mnie strasznie zdziwiło.
- Jak to? Przecież jesteś chora...
- No tak, ale to będzie w telewizji - powiedziała, a mi zrobiło się słabo.
- C...c...cco?! - zapytałam, bo chyba się przesłyszałam.
- No ten konkurs, będzie transmitowany w telewizji - powiedziała.
- Nie, ja... nie, ja w telewizji??? Boże, co będzie jak mnie ktoś zobaczy?
- Wtedy, to nic ci nie pomoże - zaśmiała się.
- Hahaha... bardzo śmieszne - odpowiedziałam.
- No przepraszam, nie chciałam cię urazić - powiedziała z miną szczeniaczka.
- Oj no wybaczam... Boże, ja w telewizji... A jak ze stresu pomylę kroki?
- Nie pomylisz, nie pomylisz... wieżę w ciebie - zaśmiała się.
- Dobra ja spadam - powiedziałam. Pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam do siebie do domu. Była godzina 13:45. Akurat skończyła mi się ostatnia lekcja. Napisałam do Daniela
Hej kotek... Strasznie stresuję się tym występem. Masz może ochotę się spotkać? A skoro tak już sobie piszemy, to pamiętasz, że za 3 dni jest bal? Tak? No to super. Pamiętaj, że zaczyna się o 19, a musimy być w szkole o 18:30. To przyjdź po mnie o 18, pójdziemy sobie spacerkiem i zdążymy :)
Po chwili dostałam sms - a z odpowiedzią
Tak, tak pamiętam i nie masz się czym stresować. Wpadnę po ciebie za 20 minut i pójdziemy na spacerek... A dlaczego cie nie było w szkole?
Odpisałam mu
Opowiem ci wszystko jak się spotkamy <3
Napisał tylko do zobaczenia miśku, i to by było na tyle... Będzie za 20 minut. Poszłam się przebrać, umalować i po 15 minutach byłam gotowa. Po kilku minutach ktoś zapukał do drzwi. Poszła je otworzyć i "ku mojemu zdziwieniu" zobaczyłam tam Daniela.
- Hej kotek, wyglądasz ślicznie powiedział i wyszliśmy...

***OCZAMI MELANIE***
Tak strasznie mi się nudzi. Chciałabym wyjść na spacer z Adamem, ale on ma skręconą kostkę. Zadzwonie do niego i zapytam jak się czuje. Jest sygnał... Odebrał...
- Hej Adaś, jak się czujesz?
- Dobrze, ale raczej to ja powinienem zapytać o to ciebie... Właśnie miałem do ciebie zadzwonić - powiedział, a moje policzki zalały się rumieńcem... Gadałam z nim jeszcze chwilkę i umówiliśmy się, że do niego przyjdę. Ubrałam się i wyszłam. Po chwili byłam przed drzwiami domu Adama...

***

No i mamy kolejny rozdział.
Cieszymy się, że nasze opowiadanko wam się podoba.
Mamy nadzieję, że pomiędzy szkołą, 
a nauką, macie czas na wchodzenie i czytanie.
Wiemy, że teraz na pewni nie macie zbyt dużo czasu...
Dokładnie tak jak my. 
Dobra koniec z tym gadaniem.
Następny rozdział = 5komentarzy.
Love & Amore?

wtorek, 24 września 2013

Rozdział 13 - Nie ładnie, oj nie ładnie...

Moje przemyślenia przerwał mi głos pielęgniarki.
- Proszę usiąść na wózku - powiedziała, a ja wstałem i zrobiłem to o co mnie prosiła. Zawiozła mnie do innego gabinetu. Tam usiadłem na łóżku, a znajomy mi już lekarz założył mi tą pieprzoną szynę gipsową. Musiałem do tego dokupić kule. Wyszedłem z sali podpierając się o nie, a Mel zamarła jak mnie zobaczyła.
- Co ci się stało? - spytała przerażona.
- Skręciłem sobie kostkę...
- O jeju... Biedaku ty mój... Chodź zadzwonię po taksówkę.
- Dobra - odpowiedziałem i usiadłem na krześle w poczekalni. Po jakichś 10 minutach przyjechał zamówiony pojazd. Mel pomogła mi wsiąść, co wyglądało bardzo komicznie, a później sama do niego weszła. Dziewczyna podała adres mojego domu i ruszyliśmy. Na miejscu byliśmy po około 20 minutach.
- Należy się 27.50 - odezwał się starszy kierowca.
- Proszę - powiedziała Mel wręczając facetowi wyznaczoną sumę. Doszliśmy pod mój dom, dziewczyna otworzyła mi drzwi i weszliśmy do środka. Tak jak się spodziewałem, tam zastaliśmy moją siostrzyczkę.

***OCZAMI SOPHIE***
- A tobie co się stało? - spytałam.
- Bo jechałem na desce, obróciłem się do Melanie, upadłem i skręciłem kostkę.
- Aha... Czyli to wszystko jej wina?!
- Nie! To tylko i wyłącznie moja wina, to ja się do niej odwróciłem, ona mnie o to nie prosiła.
- Dobra, dobra. Ja idę do Jamesa - powiedziałam i wyszłam. Poszłam na przystanek. Po 13 minutach przyjechał autobus do którego wsiadłam. Zajęłam miejsce przy oknie. Tak mi się nudziło, że zaczęłam malować palcem po szybie. Narysowałam kota, kwiatek i kilka innych wzorków. Gdy dotarłam na miejsce, spotkałam tam Christinę.
 -O, witaj Sophie. Przyszłaś do Jamesa?
- Tak. Pani też jak widzę.
- Tak, przyniosłam mu obiad. Chodźmy - powiedziała kobieta i weszłyśmy do budynku. Poszłyśmy do sali w której leżał chłopak. Był już po przedostatniej operacji. Za 2 dni będzie miał ostatnią operację, a za 10 dni będzie mógł już wyjść ze szpitala. Nie wróci jeszcze do szkoły, ale będzie już w domu. Weszłyśmy do sali chłopaka.
- Hej kochanie - powiedziała jego mama, gdy byłyśmy w pokoju.
- Hej mamuś - odpowiedział - Hej śliczna - dodał, gdy mnie zobaczył.
- Cześć miśku - powiedziałam do chłopaka.
- Synku, przyniosłam ci obiadek.
- Dobrze, dziękuję. Postaw go na stole.
- Przyjdę później - powiedziała mama Jamesa i wyszła. Nie wiem gdzie poszła.
- To co tam  w szkole? - spytał mój ukochany słodziak.
- Tak szczerze to nic, oprócz tego, że ktoś dziś włożył do szafki Mel zdechłego szczura.
- O jeny... To dlatego tu była.
- A Adam skręcił kostkę - dodałam.
- Aha... Jak tu ostatnio u mnie był to nie miał tej kostki skręconej.
- Aj nieważne. Jak się czujesz po dzisiejszej operacji?
- Dobrze. Za 2 dni ostatnia i podobno najszybsza. Ta pierwsza podobno była najgorsza i najdłuższa, bo gdyby nie zrobili jej porządnie, to bym już nie żył - zaśmiał się.
- Nie śmiej się z tak poważnych spraw, gdybyś głupku nie żył, ja też bym nie żyła - powiedziałam, i zaczęłam płakać.
- Kochanie, przestań tak mówić. Ja bym cały czas był przy tobie. I rano i w nocy. Chroniłbym cie i nie opuszczał nawet na krok - powiedział i on też zaczął płakać. Przysunęłam krzesło do jego łóżka.
- Tak bardzo mi cię brakowało - powiedział i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Tak bardzo mi tego brakowało - teraz ja się odezwałam. Oderwaliśmy się od siebie i zaczęliśmy się śmiać. Po chwili przyszła Christina.
- Ja już będę się zbierać - powiedziałam. Wstałam i założyłam kurtkę.
- Nie idź jeszcze. Podwiozę cię do domciu, ale zaczekaj jeszcze chwilkę. Idź do poczekalni, zaraz tam przyjdę - powiedziała kobieta, a ja zrobiłam to o co mnie prosiła. Siedziałam w poczekalni i myślałam nad tym co się dzieje. Dlaczego ja mam takiego pecha w życiu. Moje jakże mądre myśli przerwał głos Christiny.
- Chodź Sophie. Odwiozę cię do domu - powiedziała. Poszłyśmy do samochodu. Całą drogę siedziałyśmy w ciszy.
- Dziękuję - odezwałam się, gdy dotarłyśmy pod mój dom.
- Nie ma za co - odpowiedziała kobieta i odjechała. Weszłam do domu. Na progu przypomniało mi się, że Dan i Mel mają konkurs tańca. Ciekawe jak Anne to przyjęła? Zadzwonię do niej.
- Hej Anne, jak tam?
- A dobrze, czemu pytasz?
- Bo, pamiętasz o tym konkursie tańca Mel i Dana?
- No tak, a co?
- A nic... Muszę kończyć papa.
Rozłączyła się. Jest nie najgorzej. Sądziłam, że będzie załamana. Było już późno, więc poszłam spać. Obudziłam się rano o 7:28. Mam tylko 32 minuty, żeby się wyszykować zjeść śniadanie i dojść do szkoły. Nie zastanawiając się dłużej, wleciałam do garderoby i wyjęłam pierwsze lepsze ciuchy. Zleciałam ze schodów jak oparzona i po kilku sekundach byłam w kuchni. Wyjęłam z lodówki kanapkę i zaczęłam ją jeść. Gdy skończyłam pobiegłam znowu na górę, ponieważ zapomniałam wziąć plecak. Jak już miałam wszystko, wybiegłam z domu i biegłam tak szybko, jak jeszcze nigdy. Do szkoły dotarłam około godziny 7:56. Wbiegłam po schodach na drugie piętro. Zdążyłam. Podeszłam do moich znajomych.
- Hej, a gdzie jest Melanie? - spytałam, gdy zauważyłam, że jej brakuje.
- Jest chora - odpowiedziała Anne.
- Skoro jest chora to z kim zatańczysz na konkursie? - zapytałam Daniela.
- Jak to z kim? Z Anne - powiedział i złapał dziewczynę za rękę.
- No dobrze... Ale co z tego będę mieć? - zapytała z zadziornym uśmieszkiem. Daniel, jakby czytał jej w myślach, namiętnie ją pocałował. Ich pocałunek przerwał dzwonek na przerwę.
- Dzień dobry dzieci. Mam dla was informację - powiedział nauczyciel, gdy weszliśmy do klasy - dzisiaj nie macie dwóch ostatnich lekcji.

***OCZAMI ANNE***
Biedna Mel... Rozchorowała się dzień przed konkursem, ale nic straconego. Zatańczę za nią. Pójdę do niej po lekcjach, żeby podać lekcje. Te 45 minut minęło bardzo szybko, dokładnie tak jak reszta zajęć. Postanowiłam zadzwonić do Mel. Nie odebrała. W szatni spotkałam Sophie.
- Hej So. Jedziesz do Jamesa?
- Tak, a co?
- Mogę jechać z tobą?
- Jasne - odpowiedziała. Zmieniłyśmy buty i poszłyśmy na przystanek. Chwilkę później przyjechał odpowiedni autobus, Wsiadłyśmy do niego i już po około 15 minutach byłyśmy przed szpitalem. Weszłyśmy do środka. Poszłyśmy do Jamesa. Nie było go w sali, więc usiadłyśmy przy jego łóżku i czekałyśmy, aż wróci. Jakaś pielęgniarka przywiozła go po 20 minutach.
- Gdzie byłeś?- spytała Sophie, gdy chłopak wrócił.
- Przesunęli mi jutrzejszą operację na dzisiaj - odpowiedział ledwo żywy.
- Aha. Jak się czujesz - znowu odezwała się So.
- Jest lepiej niż na początku - zaśmiał się. Posiedziałam z nimi jeszcze chwilkę i pojechałam do Melanie podać jej lekcje. Siedziałam w autobusie. Nagle na jednym z przystanków wsiadła Jennifer razem z Louisem. Na szczęście mnie nie zauważyli. Podeszłam bliżej nich i podsłuchałam ich rozmowę.
- To co chcesz zrobić? - zapytał Louis.
- Nie wiem, ale uda mi się. Melanie już załatwiłam, to ja wsadziłam jej tego szczura do szafki. Teraz została tylko Anne, Sophie, Daniel no i oczywiście ten największy kretyn Adam - odpowiedziała Jennifer na pytanie chłopaka. Więcej nie udało mi się podsłuchać, bo musiałam wysiąść. Natychmiast  pobiegłam do Melanie, żeby jej to powiedzieć.

***

No i mamy rozdział 13. 
Cieszymy się, że wam się podoba i, że komentujecie.
Te długie przerwy między jednym, a drugim rozdziałem,
zawdzięczamy szkole.
Następny rozdział = 6 komentarzy.
Love? & Amore?

sobota, 21 września 2013

Rozdział 12 - Szpital, szpital i szpital...

***OCZAMI MELANIE***
- Czego chcesz? - spytałam, gdy dowiedziałam się z kim mam nie przyjemność.
- Bo jak wiesz, między mną, a Sophie nie układa się najlepiej... Dzwonię z prośbą, żebyś jej pilnowała. Żeby nic głupiego sobie nie zrobiła - powiedział.
- Co?! Przecież ty z nią nie byłeś, nie jesteś i NIGDY nie będziesz. Rozumiesz? Czy może mam to jaśniej wytłumaczyć?!
 - Zrób co ci karze rozumiesz?!
- Nie będziesz mi mówiła co mam robić! Na razie frajerze! - powiedziałam i się rozłączyłam. Wróciłam do Adama.
- Kto dzwonił? - zapytał patrząc mi prosto w oczy.
- Louis - odpowiedziałam załamana - dzwonił bo sobie ubzdurał, że jest z Sophie i chciał, żebym jej pilnowała, żeby nie zrobiła sobie nic głupiego - dodałam. Pogadaliśmy jeszcze trochę, i ja niestety musiałam już się zbierać. Oczywiście jak się tego spodziewałam, Adaś mnie odprowadził.
- Dziękuję, za to miłe popołudnie - powiedziałam, gdy już doszliśmy pod drzwi mojego domu.
- Dla ciebie wszystko skarbie - powiedział i mnie pocałował. Weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę, buty i poszłam na górę, do swojego pokoju. Zadzwoniłam do Anne.
- Halo? - usłyszałam w telefonie.
- Hej Anne, co tam u ciebie? Wiesz, że James jest w szpitalu?
- Tak wiem. Jutro do niego jadę. Idziesz ze mną? - spytała.
- Jasne. O której się widzimy, żeby iść do szkoły?
- Jutro mamy na 8:00 tak? - zapytała
- Tak - odpowiedziałam.
- To może o 7:30?
- Spoko, to pa - powiedziałam i się rozłączyłam. Była godzina około 21. Nie wiedziałam co robić więc przebrałam się i ćwiczyłam nowe ruchy do układu tanecznego.

***OCZAMI SOPHIE***
Obiecałam Adamowi, że jutro pójdę do szkoły, ale chcę iść do Jamesa. Mam pomysł. Zerwę się z dwóch ostatnich lekcji. Powiedziałam mu, że pójdę do szkoły, nie obiecywałam, że zostanę na wszystkie lekcje. Nudziło mi się, więc wzięłam książkę i zaczęłam czytać. Była tak nudna, że po niecałej stronie zasnęłam. Rano obudziłam się o 6:50. W sam raz. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i spakowałam. Po jakichś 30 minutach zeszłam na dół do kuchni i zjadłam śniadanie. Po zjedzonym posiłku wyszłam z domu. Na miejscu byłam o ok 7:40. W szkole spotkałam Melanie, Anne i Daniela.
- Hej Sophie. Co u Jamesa? - zapytał mnie Daniel.
-W porządku. Jest trochę słaby, a dziś będzie miał przedostatnią operację.
- A kiedy będzie mógł do nas wrócić?
- Tego jeszcze nie wiadomo. Może dopiero za tydzień - powiedziałam- idziecie pod salę?
- Tak jasne.
- Ja muszę wziąść coś z szafki - powiedziała Mel i poszła w jej stronę.
- Aaaaaaaaaaaa!!! - krzyknęła Melanie i upadła na podłogę. Najprawdopodobniej zemdlała.
- Melanie! - cucił ją Daniel. Nie obudziła się, więc chłopak zaniósł ją do pielęgniarki. Ja i Anne zajrzałyśmy do szafki i tam znalazłyśmy zdechłego szczura. Co za kretyn go tam wsadził?! Chyba się domyślam... To Louis lub Jennifer.
- Chodźmy do Mel - powiedziała Anne.
- Ok, chodźmy.
Poszłyśmy do niej, ale ona nadal była nie przytomna.
- Proszę Pani, a może zadzwonimy po kogoś z jej rodziny, żeby ją zabrali do szpitala - zaproponował Daniel.
- Dobrze, zaraz to zrobię - poinformowała nas pielęgniarka.
- A może ja to zrobię? - zapytałam.
- No dobrze - odpowiedziała, a ja wyszłam i wybrałam numer Adama. Jest sygnał.
- Halo?
- Hej brat, przyjedź do szkoły , bo trzeba Mel zabrać do szpitala, bo 10 minut temu zemdlała i jeszcze się nie obudziła.
- Dobrze, będę za kilka minut - powiedział i się rozłączył.
- Gotowe - powiedziałam, gdy znowu weszłam do gabinetu.
- Dobra dzieciaki lećcie na górę do klasy, bo się spóźnicie na lekcję.
Poszliśmy do klasy. W tym momencie zadzwonił dzwonek.

***OCZAMI ADAMA***
- Dzień dobry - powiedziałem, gdy wszedłem do gabinetu pielęgniarki.
- Dzień dobry. Pan pewnie przyszedł po Melanie, tak? - zapytała mnie starsza kobieta.
- Tak, tak - odpowiedziałem, dogadałem się z pielęgniarką i wziąłem Melanie na ręce. Zaniosłem ją do samochodu, położyłem na siedzeniu z tyłu, zapiąłem jakoś i wsiadłem za kierownicę. Po około 5 minutach byłem w pod szpitalem. Wziąłem Mel na ręce (znowu) i zaniosłem do środka. Zagadałem do najbliższej pielęgniarki. Wytłumaczyłem jej co i jak, a ona wraz z jakimś lekarzem zabrali moją ukochaną do jakiejś sali na badania. Nie wiedziałem co mam robić więc usiadłem na krześle w poczekalni. Dopiero po jakichś 10 minutach ogarnąłem się, że w tym szpitalu leży James. Poszedłem go odwiedzić. Wszedłem do jego sali. Leżał i patrzył w sufit.
- Hej stary - powiedziałem.
- O, hej. Co tu robisz?
- Bo przywiozłem tutaj Melanie i pomyślałem, że cię odwiedzę.
- Melanie? A co jej się stało? - zapytał.
- Zemdlała i tak dalej...- zacząłem mu to tłumaczyć. Posiedziałem z nim jeszcze chwilkę i poszedłem sprawdzić co u Mel.
- Hej piękna - powiedziałem, gdy wszedłem do sali w której się znajdowała.
- Hej... Co ja tu robię? - spytała. Wyglądała tak ślicznie. Taka zaciekawiona i zagubiona jednocześnie.
- Bo zemdlałaś i zadzwonili do mnie ze szkoły, żebym cię tu przywiózł - powiedziałem i usiadłem obok jej łóżka.
- A kiedy będę mogła wrócić do domu? - zapytała.
- Nie wiem. Zapytam się lekarza.
Poszedłem i zapytałem lekarza. Odpowiedział, że już nawet teraz może wyjść.
- Zbieraj się - powiedziałem wchodząc do sali mojej dziewczyny. Zrobiła to o co ją poprosiłem.
- Skoro tu jesteśmy, to może pójdziemy do Jamesa?
- Ja już byłem, ale spoko - odpowiedziałem. Poszliśmy do sali chłopaka. Mel pogadała z nim chwilkę i poszliśmy do samochodu. Odwiozłem ją do domu, bo nie chciała iść do szkoły. Zostałem z nią jakiś czas i poszedłem do siebie. Nudziło mi się więc zadzwoniłem do Melanie i umówiłem się z nią na jakiś spacerek. Wziąłem ze sobą deskorolkę.
- Cześć - przywitała się gdy mnie zobaczyła.
- No cześć - odpowiedziałem i ją pocałowałem.
- Naucz mnie jeździć na desce - powiedziała.
- No dobra... Ale może najpierw pokaże ci jak to się robi. Co? - zaproponowałem.
- Ok, no to dawaj mistrzu - zaśmiała się. Stanąłem na desce i zacząłem jechać. Obróciłem się na chwilę w stronę Melanie
- Uważaj - krzyknęła. Nie zdążyłem nic zrobić, bo upadłem. Strasznie mnie rozbolała kostka.
- Adam, nic ci nie jest? - zapytała podbiegając do mnie.
- Nie nic, tylko mnie boli kostka
- No, pięknie mistrzu, chyba skręciłeś sobie kostkę. Zaczekaj zadzwonię po karetkę.
- Nie, nie trzeba, poradzę sobie - powiedziałem i próbowałem wstać, ale za bardzo mnie bolała kostka. Melanie zadzwoniła po karetkę. Po jakichś 10 minutach przyjechali. Zabrali mnie do niej i zawieźli mnie do szpitala. Tak zrobili mi prześwietlenia.
- No, przykro nam... - oznajmił doktor.
- Coś się stało?
- Zrobiliśmy prześwietlenie i okazało się, że ma pan skręconą kostkę.
- Co? Nie, to nie możliwe - powiedziałem i próbowałem wstać, ale lekarz mi to uniemożliwił.
- Proszę tutaj siedzieć, zaraz zabierzemy pana do gabinetu zabiegowego i założymy panu szynę gipsową.
O kurde... W co ja się wkopałem. Mogłem się wtedy do niej nie odwracać... Ale oddam wsystko, żeby móc na nią patrzeć do końca życia...

***

Mamy wymarzony 12 rozdział...
Bardzo się cieszymy, że czytacie i komentujecie nasze opowiadanie.
Mamy nadzieję, że rozumiecie tak długie przerwy między jednym, a drugim rozdziałem,
ale szkoła... To mówi samo za siebie.
Następny rozdział = 5 komentarzy
Love? & Amore?

sobota, 14 września 2013

Rozdział 11 - Poszkodowany

Przez całą lekcję od wszystkich znajomych dostawałam karteczki z napisem  
Od kiedy jesteś z Louisem???
i
Zerwałaś z Jamesem dla Louisa???
Jakie to wkurzające!
- Dajcie wy mi wszyscy spokój - krzyknęłam, a nauczyciel spojrzał na mnie dziwnie. Wytłumaczyłam mu wszytko, a on wysłał mnie do psychologa. Nie chciało mi się iść do tej babki, więc wzięłam plecak i poszłam do domu.

***OCZAMI ADAMA***
Siedziałem sobie w domy, gdy nagle ktoś wszedł do domu.
- Sophie? A co ty tu robisz? Nie powinnaś być w szkole? 
- Nie ważne - powiedziała i poszła do swojego pokoju. Idę z nią pogadać...
- Sophie... Co się stało? - spytałem.
- Nic. Idź sobie, chcę zostać sama - powiedziała i zaczęła płakać...
- Sophie, jestem twoim bratem. Powiedz mi co się stało - nalegałem, a ona zaczęła mi opowiadać, o tej akcji z Louisem. Boże co za frajer. Jak on mógł ją pocałować? Ona jest na to za młoda... W sumie, Melanie jest w jej wieku, a my się całujemy. Aj nie ważne.
- Dobra, jak mogę ci pomóc? - spytałem.
- Nijak, nie da się pomóc w tej sytuacji - powiedziała, pogłaskałem ją po ramieniu i wyszedłem. nie wiedziałem c zrobić więc zadzwoniłem po Jamesa. Pojawił się po niecałych 15 minutach.
- Co jest? - spytał, gdy tylko otworzyłem drzwi domu.
- Bo Sophie... - nie zdążyłem dokończyć, bo on pobiegł na górę do pokoju dziewczyny jak oparzony.

***OCZAMI SOPHIE***
- Śliczna, co się stało? - usłyszałam głos Jamesa.
- James? Co tu robisz? - spytałam.
- Nie chcesz mojego towarzystwa? - spytał i spojrzał na mnie błagalnie. Ta mina zawsze mnie rozwalała, więc postanowiłam mu opowiedzieć wszystko od początku do końca.
- Czyli wy się całowaliście?!
- Nie! To on mnie pocałował, ja go odepchnęłam - powiedziałam.
- Wiesz co? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć, cześć -  powiedział i wyszedł. Znowu zaczęłam płakać. Chciałam mieć chwilę dla siebie, ale nie, no jasne, musiał przyjść mój kochany braciszek.
- Mała, co się stało? - spytał.
- Po pierwsze, nie jestem mała tylko Sophie, a po drugie, James ze mną zerwał.
- Ale dlaczego?
- Sama chciałabym wiedzieć. Idź już, chcę zostać sama - nie wyszedł - Wyjdź słyszysz?!
- No już, dobrze.
Nareszcie wyszedł. Zostałam w końcu sama. Nie wiedziałam co robić, więc założyłam słuchawki i poszłam spać. Obudziłam się o 5:37. Boże... Kto normalny wstaje o tej godzinie?? Z resztą nieważne. Musze jakoś ten czas zorganizować. Umyłam się, ubrałam, spakowałam i zeszłam zjeść śniadanie. Miałam jeszcze dużo czasu, więc włączyłam telewizor. Leciały właśnie jakieś wiadomości.
"Wczoraj przechodnie znaleźli siedemnastoletniego, chłopaka. Jest w stanie krytycznym. Lekarze uważają, że został pobity. Policja poszukuje sprawcy. Ten chłopak to James Edwards. Ma on złamaną nogę. Z tego co nam wiadomo, był on pchnięty nożem około 5 razy. Bardzo współczujemy rodzinie i bliskim...".
Wyłączyłam telewizor. Boże James jest w szpitalu, on może nie przeżyć. Nie zastanawiając się dłużej zadzwoniłam do mamy chłopaka. Podała mi adres, a ja natychmiast tam pojechałam.
- Ja przyszłam do Jamesa Edwardsa. W jakiej on sali leży? - zapytałam pielęgniarkę w recepcji.
- Jesteś z rodziny? - spytała.
- Jestem jego dziewczyną - odpowiedziałam.
- Sala numer 27 drugie piętro - powiedziała, a ja od razu się tam pojawiłam. Przed jego salą spotkałam Christinę. Christina to mama Jamesa.
- I jak z nim? - spytałam.
- Już jest przytomny. Gdy byłam w środku, powiedział, że chce się z Tobą spotkać - powiedziała, a ja weszłam i usiadłam obok łóżka chłopaka.
- Cześć skarbie - powiedziałam i chwyciłam go za rękę.
- Wybacz mi - ledwo wydusił z siebie.
- Wybaczam. Wybaczam, chociaż to nie ja tobie powinnam wybaczać tylko ty mi - powiedziałam, a z jego oczu zaczęły płynąć łzy.
- James, nie płacz. Będzie dobrze, słyszysz?
- Tak, ale boli - powiedział i zasyczał z bólu. Natychmiast zawołałam pielęgniarkę. Podała mu jakieś leki.
- Już lepiej? - spytałam, a chłopak pokiwał głową - kto ci to zrobił?
- Louis - odezwał się, a ja spadłam z krzesła.
- Ale jak to Louis? Wytłumacz mi - powiedziałam, a on zaczął opowiadać.
- Bo jak wtedy się pokłóciliśmy, to znaczy tak jakby się pokłóciliśmy, szedłem do domu, no i spotkałem Louisa. Zacząłem mu mówić, że ty jesteś moją dziewczyną i żeby trzymał się od ciebie z daleka i on wtedy zaczął mnie bić, zauważył, że jestem silniejszy więc wyciągnął nóż. Ja upadłem. On zadał mi jeszcze kilka ciosów nożem, walnął czymś twardym w nogę i dalej nic nie pamiętam. Jak się obudziłem to leżałem tutaj - powiedział, a ja zaczęłam płakać - Sophie nie płacz. Będzie dobrze.
- Wiem, wiem, masz na tyle siły, żeby powiedzieć o tym policji? - spytałam, a chłopak pokiwał głową na tak - to zaczekaj chwilkę, zadzwonię po nich ok?
- Dobrze - powiedział i chciał wstać, ale mu przeszkodziłam.
- James nie możesz wstawać, musisz odpoczywać - powiedziałam i pomogłam mu znowu się położyć na łóżku.
- Ale ja chciałem się do ciebie przytulić - powiedział a ja delikatnie go przytuliłam. Nie chciałam go bardziej skrzywdzić. Wyszłam z sali.
- I jak? - zapytała Christina.
- Dobrze, powiedział, że nie czuje się najlepiej, ale będzie dobrze. Poprosił też żeby Pani zadzwoniła po policję, bo chce zeznać kto mu to zrobił - powiedziałam, a kobieta wyjęła telefon i zadzwoniła po funkcjonariuszy. Zjawili się po jakichś 10 minutach. Weszli do sali Jamesa i prosili, żeby nikt tak nie wchodził, oprócz lekarzy. Wyszli z niej po jakichś 30 minutach i poprosili, żeby weszła do środka. Zrobiłam jak poprosili.
-Tak? - zapytałam niepewnie.
-Chcemy, żebyś opowiedziała nam o waszej kłótni, jak to było i o której mniej więcej James wyszedł od ciebie z domu - powiedział bardzo miły policjant. Opowiedziałam im co i jak i wyszłam z sali. Po niecałych 10 minutach funkcjonariusze wyszli i przekazali jakieś wiadomości Christinie, a ja weszłam znowu do Jamesa. Posiedziałam z nim jeszcze kilka godzin i wróciłam do domu. Taj jak się spodziewałam miałam bardzo miłe powitanie.

***OCZAMI ADAMA***
-Dlaczego nie byłaś w szkole? - zapytałem.
- Bo byłam w szpitalu.
- A co ci się stało? - byłem zdziwiony jej odpowiedzią.
- Nie mi tylko Jamesowi, został pobity i podźgany nożem, ale jasne szkoła jest ważniejsza niż życie mojego chłopaka - powiedziała podniesionym głosem.
- Spokojnie nie denerwuj się tak. Ale wy podobno zerwaliście - powiedziałem zdezorientowany.
- Ale znowu jesteśmy razem - powiedziała, po chwili dodała - jutro pójdę do szkoły, obiecuję.
- Dobrze, dobrze. Wychodzę, idę się spotkać z Melanie. Wrócę, za około 2 godziny - powiedziałem i  wyszedłem z domu. Poszedłem do parku i czekałem na dziewczynę. Nie musiałem długo czekać, bo po 3 minutach już była na miejscu.
- Hej - powiedziała - dlaczego nie było Sophie w szkole?
- Bo była w szpitalu u Jamesa.
- Co?! James jest w szpitalu? Jak to? Dlaczego?
- Bo ktoś go pobił i zadał mu kilka ciosów nożem. Chcesz do niego jechać?
- Chciałabym, ale to jutro, bo dziś mieliśmy spędzić ten dzień tylko we dwoje - powiedziała i mnie pocałowała.
- To gdzie idziemy? - spytałem i złapałem ją za rękę.
- A nie wiem... Gdzie chcesz iść?
- Ja pójdę za tobą - odpowiedziałem. Usiedliśmy na ławce i gadaliśmy. Bardzo dużo się śmialiśmy. Nasze miłe popołudnie przerwał dźwięk telefonu... Ktoś dzwonił do Melanie.
- Halo...? - odezwała się...

***

Nareszcie mamy rozdział 11. Wow!!! Teraz mamy dużo pomysłów, które w przeciągu jakichś następnych 4-6 rozdziałów się wyczerpią :). 
Jeśli chcecie następny rozdział, prosimy, żeby pod tą częścią było 5 komentarzy.
Love? & Amore?

piątek, 13 września 2013

Marzenia się spełniają!!!

Cześć misiaki!
Chcemy wam powiedzieć (napisać), że BARDZO się cieszymy, że wam podoba się nasze opowiadanko. Piszemy to, żeby przekazać wam super (przynajmniej dla nas) wiadomości. 
Niestety, trafiłyśmy do innych szkół. Ja (Amore?) jestem w klasie z rozszerzonym językiem hiszpańskim, a Love? jest w klasie matematyczno - informatycznej (szkoda, że w innych szkołach).
Dobra, wracając do tematu. Obie miałyśmy marzenia, które się spełniły! Ja (A) chciałam polecieć do Hiszpanii, natomiast L chciała do Włoch. NASZE MARZENIA SIĘ SPEŁNIŁY!!! Moja klasa leci do Hiszpanii, a klasa L leci do Włoch. Przekaz tego posta jest taki:
Nie zapominajcie, że marzenia się spełniają!!! My wierzyłyśmy, że kiedyś uda nam się je zrealizować i obie w maju je spełnimy!!!
Chcemy wam również powiedzieć, że BARDZO dziękujemy za wszystkie komki i mamy nadzieję, że wasze marzenia także się spełnią. Jak nie będziecie mieć marzeń, to się one nie spełnią :). Nie jesteśmy pewne, czy wtedy będziemy miały neta, więc już teraz nam wybaczcie za prawdopodobną nieobecność. Kochamy was <3.
Wasze Love? & Amore?

środa, 11 września 2013

Rozdział 9 - Nie udana randka

To co zobaczyłam strasznie mnie zdziwiło. Ona i on? To niemożliwe... Dlaczego mi nie powiedziała, przecież jesteśmy przyjaciółkami. W kinie na przeciwko wejścia, stała Melanie, całująca się z Adamem. 
- Mel...? Co ty tu robisz? Dlaczego? Jak? Kiedy, że co? Czemu mi nie powiedziałaś?
- Anne? A ty nie miałaś dzisiaj się uczyć? - spytała zdziwiona.
- Nie, uczyć miałam się jutro, ale od kiedy wy? Co?!
 -No dobra, zaczynając od początku - zaczęła tłumaczyć się moja przyjaciółka - Adam zaprosił mnie na randkę, ale ja odmówiłam, bo się bałam. Nie poddawał się, więc ustaliliśmy tak, pójdziemy na randkę, jak mi się spodoba, to będziemy razem (bo oboje wiedzieliśmy, że się sobie podobamy), a jak nie, to damy sobie spokój. No i jesteśmy tutaj i było cudownie, tak właśnie i Adam zapytał jak mi się podobało, a ja odpowiedziałam mu pocałunkiem. I w ten oto sposób jesteśmy razem - powiedziała, cały czas patrząc na mnie i Adama.
- Aha, a kiedy chciałaś mi to powiedzieć?
- Kiedy? Byłabyś pierwszą osobą która by o tym wiedziała, więc jak tylko poszłabym do domu.
- Spoko, to co? Byliście już na filmie? - spytał Daniel.
- Tak, już oglądaliśmy - odpowiedział Adam i przytulił się do Mel.
- Lećcie, bo się spóźnicie - powiedziała Mel, a ja złapałam Daniela za rękę i weszliśmy do sali.

***OCZAMI MELANIE***
Boże... Jaka wpadka... Mogłam to przewidzieć, że Ann umówi się z Danem.
- Mel, wszystko w porządku? - spytał mnie Adam.
- Tak, tak. Tylko, boże... Mogłam to przemyśleć, nie chciałam, żeby na razie ktoś o nas wiedział - powiedziałam, a chłopak chwycił mój podbródek w dwa palce i lekko ucałował moje usta. Pogłębiał pocałunek, aż w końcu przerwał nam mój telefon. Dzwoniła do mnie Sophie.
- Halo?
- No siema! Weź daj mi mojego brata, bo dzwonie do niego, a on ma wyłączony telefon - powiedziała, a ja podałam komórkę chłopakowi. Gadał z nią dobre 10 minut, aż w końcu rozłączył się, usiadł i zasłonił twarz rękoma.
- Adaś, kochanie? Co się stało?
- Nic, nie ważne, chodź. Pójdziemy do mnie?
- Tak, jasne - powiedziałam. Byłam zmieszana. Nie wiedziałam co się dzieje, a on nic mi nie wyjaśniał. Szliśmy w ciszy. Z daleka od siebie. Nie odzywaliśmy się do siebie, nie patrzyliśmy na siebie, nic. Kompletna pustka, cisza. Czułam się źle, okropnie. Byliśmy już pod domem Adama. Otworzył drzwi, a ja stanęłam jak wryta. To co zobaczyłam, przeraziło mnie.
- Adam, możesz mi to wyjaśnić??? - spytałam mega zszokowana całą sytuacją.
- Mel, to... to jest moja, moja była dziewczyna, ale nie mam pojęcia co tu robi, w dodatku w samej bieliźnie - powiedział, a ja chciałam płakać.
- Nie wiesz co tu robię? Przecież czekam na siebie kotku. I dlaczego była dziewczyna? Dziś jest nasza miesięcznica - powiedziała i namiętnie pocałowała Adama. Rozpłakałam się do końca i uciekłam. Pobiegłam do domu Anne, bo wiedziałam, że Tini ma przyjechać i zrobić jej niespodziankę. Zapukałam, i tak jak się spodziewałam, drzwi otworzyła mi Martina.
- Hej Mel, co się stało? - spytała zdziwiona, że przyszłam. Nic nie powiedziałam, tylko rzuciłam się jej na szyję i zaczęłam płakać jeszcze bardziej.
- Jeśli przyszłaś do Anne, to jej nie ma. Wyszła z Danielem.
- Wiem, spotkałam ją w kinie, ale ja przyszłam do ciebie, bo nie chciałam jej przeszkadzać - powiedziałam, dławiąc się łzami.
- No to słucham, doktor Tini jest na dyżurze.
- Bo od jakiegoś niecałego miesiąca spotykał się z taki jednym Adamem. No i dzisiaj byliśmy w kinie i po filmie zadzwoniła jego siostra i on nią gadał i później był jakiś przybity, no i poszliśmy do niego do domu, no i tak spotkaliśmy taką Jennifer, i ona była w samej skąpej bieliźnie no i jeszcze powiedziała, że ona i on są parą i go pocałowała, a ja się rozpłakałam i uciekłam. Nie wiedziałam co robić, a wiedziałam, że przylecisz, bo w sumie to ja to wymyśliłam, no i przyszłam z myślą, że mi pomożesz - powiedziałam, a ona spojrzała na mnie i myślała, jak mi pomóc.

***OCZAMI TINI***
I co ja mam jej powiedzieć? On cię nie kocha? On cię oszukuje? Nie wiem...
- Wiesz co, jesteś młoda, piękna, możesz mieć każdego. Chcesz poznać Jorge? - spytałam przekonująco.
- Jorge Blanco? - spytała, a ja pokiwałam twierdząco głową - na niego, to mogę patrzeć godzinami - powiedziała, a ja się zaśmiałam.
- Zaczekaj, zadzwonię do niego - powiedziałam i wyjęłam telefon. Zadzwoniłam do przyjaciela, mówiąc, że mam bardzo ważną sprawę i żeby natychmiast przyjechał (bo przyleciał do Londynu razem ze mną). Po niecałych 5 minutach był już na miejscu.
- Co za ważna sprawa? - spytał, gdy tylko Tini otworzyła mu drzwi.
- Żadna, po prostu chciałam, żebyś przyjechał - powiedziałam, a on spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- To... Po co tu jestem? - spytał i spojrzał na zapłakaną Melanie.
- Bo moja kumpela chciała cię poznać - powiedziałam, a Mel zaczęła się tłumaczyć, na co Jorge zareagował śmiechem. Było to mniej więcej tak:
- Nie, nie, nie. To nie tak, że ja chciałam, to znaczy ja zawsze chciałam cię poznać, ale teraz to Tini powiedziała, że chce, żebyś mnie poznał. Aj, po co ja się tłumaczę. Jestem Melanie.
-A ja Jorge - powiedział i przytulił dziewczynę na przywitanie - a jeśli można wiedzieć, to dlaczego płakałaś? - spytał na co Mel znowu wybuchnęła płaczem. Zaczęłam mu tłumaczyć, to o Adamie, tej Jennifer, czy jak jej tam, tej randce, kinie itd.
- Czyli, że ona ten no, że jest wolna? - spytał, a ja wzruszyłam ramionami, bo nie wiedziałam.
- To co Melanie? Wyskoczymy gdzieś? - pacnął bez zastanowienia.
- Ja? Wiesz co. Nie mam zbytnio chęci nigdzie wychodzić.
- No proszę! Daj się wyciągnąć na miasto - zrobił minkę szczeniaczka.
- Dobra, ale zaczekaj chwilkę, pójdę do domu i powiem rodzicom, że wrócę... No tak, że kiedyś wrócę - powiedziała, a on się uśmiechnął, puścił mi oczko i wyszedł z dziewczyną. Znowu zastałam sama w domu. Po niecałych 30 minutach pojawiła się Anne i Daniel.

***OCZAMI MELANIE***
- Mamo! Przyszłam tylko na chwilkę, powiedzieć ci, że wrócę, późno. Nie przejmuj się - krzyknęłam i wyszłam z domu.
 -To gdzie idziemy? - spytałam.
- A, nie wiem. Gdzie chciałabyś iść na pierwszą randkę ze mną? Pierwszą, bo mam nadzieję, że będzie ich więcej - powiedział i złapał mnie za rękę - jesteś śliczna - dodał, po czym pocałował mnie w policzek.
- To... Gdzie idziemy?- ponownie spytałam.
- Jest piękna gwieździsta noc. Może pójdziemy najpierw na spacer i popatrzymy w gwiazdy. Co ty na to?
- Jasne.
Poszliśmy do parku. Usiadłam na trawie, a tuż obok mnie Jorge. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, popatrzyliśmy w gwiazdy. Było cudownie. Nie sądziłam, że kiedyś będę tak blisko jednego z moich idoli. Boże, ale on jest nieziemsko przystojny.
 - Melanie, bo ja chciałem ciebie zapytać. Bo ty jesteś taka śliczna. Dasz mi swój numer? - zapytał, a ja zapisałam mu swój numer w komórce.
- Ja też mam do ciebie pytanie - zwróciłam się do chłopaka - bo ty jesteś, tak nieziemsko przystojny. Dasz mi swój autograf? - spytałam i zaczęliśmy się głośno śmiać.
- Na serio uważasz, że jestem przystojny?
- Na serio uważasz, że jestem śliczna?
- Tak, bardzo śliczna - powiedział, a ja się zarumieniłam.
- Ty też jesteś, no dobra przestańmy bo zaraz będziemy tu całą noc siedzieć i się śmiać.
- To co teraz robimy?
- Wiesz co Jorge. Ja już muszę się zbierać, ale koniecznie musimy to powtórzyć - powiedziałam, a chłopak wstał i złapał mnie za rękę. Jorge odprowadził mnie do domu.
- Świetnie spędza się z tobą czas - powiedział i przybliżył się do mnie... Pewnie teraz wszyscy myślicie, że mnie pocałował? Co to, to nie. Pocałował mnie, to prawda, ale w policzek.
- To co? Dasz mi ten autograf?
Podałam mu zeszyt i długopis. Podpisał się, pożegnał i poszedł do Martiny.

***

Mamy 9 rozdział. Jest on troszeczkę nudny, głupi i bezsensowny, ale no cóż, nie miałyśmy weny.
Pisałyśmy, o pierwszym co nam wpadło do głów.
Jeśli macie jakieś uwagi, propozycje itp. napiszcie w komentarzach.
Chętnie wszystkie przeczytamy i zastosujemy, jeśli to będzie możliwe.
 Następny rozdział = 5 komentarzy.
Love? & Amore?

sobota, 7 września 2013

Rozdział 10 - Smutek vs. Radość

***OCZAMI ADAMA***
Zamknąłem się w swoim pokoju. Próbowałem dodzwonić się do Mel, ale nie odbierała. Gdy chciałem zadzwonić po raz kolejny, moje starania przerwał sms. Był on od Melanie.
Nawet nie próbuj do mnie więcej dzwonić, bo zmieniam numer. Nie chce cię znać!
Boże... Co ja narobiłem?! Straciłem dziewczynę swoich marzeń! Muszę to jakoś naprawić... Tylko jak? Już wiem, ale jest mi potrzebna pomoc Anne.

***OCZAMI ANNE***
 Siedziałam na kanapie z Danielem i Tini. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja otworze - powiedziałam i wstałam otworzyć drzwi - Adam??? Co ty tu robisz?
- Nic, to znaczy... Jesteś sama? - spytał niechętnie.
- Nie, jestem z Danielem i Tini... Wejdziesz???
- Nie... A może ty wyjdziesz???
- No ok, ale poczekaj chwilkę - powiedziałam i dogadałam się z pozostałymi, że wyjdę i niedługo wrócę.
- To co? Jak tam między tobą i Melanie?
- No właśnie o tym chciałem pogadać - powiedział, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
- No mów...
- Dobra... Zaczynając od początku... Bo my byliśmy razem od jakiegoś tygodnia, no i dziś byliśmy w kinie, tak jak nas spotkaliście, a później poszliśmy do mojego domu. Tam spotkaliśmy Jennifer, ubraną w samą bieliznę i ona do mnie podeszła i mnie pocałowała. W tedy Mel uciekła. Ja do niej dzwoniłem, ale ona mi wysłała sms-a, żebym do niej nie dzwonił, bo zmienia numer i, że nie chce mnie znać - powiedział i pokazał mi tego sms-a...
- Gdzie ona teraz jest??? - spytałam.
- W domu - powiedział.
- Idziemy do niej, masz to jakoś odkręcić. Nie wiem jak to zrobisz, ale... Ona naprawdę była w tobie zakochana po uszy. Każda nasza rozmowa kończyła się tematem o Tobie.

***OCZAMI MELANIE***
Siedziałam sobie w mojej piżamce, oglądając jakieś beznadziejne romansidło. Ktoś zapukał do drzwi. Boże... Kto śmie mi przeszkadzać o tej godzinie. Poszłam otworzyć.
- Co ty tu kurwa robisz? - wrzasnęłam wkurzona widząc go za drzwiami - i co teraz ty się ode mnie odwrócisz? - spytałam patrząc na Anne.
- Melanie zaczekaj! Ja przyszłam tu z nim, bo opowiedział mi co się stało. Przyszłam, żeby was pogodzić. Pamiętasz jak rozmawiałyśmy i każda nasza pogadanka kończyła się rozmową o Adamie? - spytała, a ja mimowolnie się zarumieniłam.
- Wejdźcie - powiedziałam i otworzyłam szerzej drzwi. Poszliśmy do mojego pokoju. Ja usiadłam na łóżku, a oni na fotelach.
-Melanie... - zaczął niepewnie - Ja... ja naprawdę nie wiem od czego zacząć...
- Może od początku... Kiedy w ogóle chodziłeś z Jennifer? - spytałam.
- Chodziłem z nią jakieś 2 lata temu. Zerwałem z nią, po tym jak okazało się, że leci na dwa fronty - powiedział, a ja spojrzałam na niego ze zdziwioną miną - Bo chodziła ze mną, jednocześnie spotykała się z jakimś francuzem - powiedział.
- A teraz... Teraz to co to miało być?! - spytałam, a łzy zaczęły mi napływać do oczu.
- Błagam cię Mel nie płacz. Ja sam nie wiem dlaczego ona to zrobiła. Może z zazdrości. Jak chodziłem z Jasmine, też zrobiła coś takiego. Później, z tego co opowiadała mi Jasmine, Jennifer jej groziła, że pożałuje tego, że odbiła jej chłopaka - powiedział, a ja przytuliłam się do niego - Wybacz... - dodał po chwili.
- To ty mi wybacz. Nie powinnam tak zareagować - powiedziałam. Oboje zaczęliśmy płakać, ale ze szczęścia... Chyba...
- Czyli, że wy no ten... Jesteście razem? - spytała ucieszona Ann.
- No tak... Chyba tak - powiedział Adam, na co ja odpowiedziałam wielkim uśmiechem i wpiłam się w jego usta.

***OCZAMI ANNE***
Udało się. Pogodziłam Adama i Melanie. Mam nadzieję, że będą ze sobą dłuuuuuugo... I, że ta głupia Jennifer nie zepsuje tego idealnego związku. Przecież oni są dla siebie stworzeni.
- Dobra gołąbeczki wy moje, ja spadam.
- No pa - powiedzieli nawet na mnie nie patrząc. Wróciłam do domu.
- Hej, wybaczcie. Już jestem - powiedziałam, ale w salonie nikogo nie było. Poszłam do swojego pokoju. Tam na łóżku siedziała Tini.
- Hej... Co się stało? - spytałam, bo ewidentnie płakała - Ej... Misiu. Nie płacz proszę cię.
- Ale... Ja tak nie mogę!
- Co się stało, to ci pomogę - powiedziałam, a ona rzuciła mi się na szyję.
- Bo, ja miałam chłopaka, ale ze mną zerwał, bo uznał, że nie miałam dla niego czasu. I wtedy zaczęłam płakać, ale, że siedziałam wtedy z Jorge, to zapytał co mi jest. Ja mu to opowiedziałam, a on wtedy mi powiedział, że mu się podobam i, że czekał na to, żebym zerwała z Rudim, bo on chciał ze mną chodzić...
- Ojejku... Biedaku mój - powiedziałam, a ona się do mnie mocno przytuliła.
- Chodź - powiedziałam i złapałam ją za rękę. W drugą wzięłam jej walizkę. Zaprowadziłam ją do jej sypialni. Porozmawiałyśmy chwilkę, po czym ustaliłyśmy, że jutro razem z Melanie pójdziemy na zakupy.
- Może zabierzemy też Sophie? - spytałam.
- Jasne, chętnie ją poznam - odpowiedziała - idę się wykąpać i spać.
- Dobra to nie przeszkadzam. Dobranocka.
- Dobranoc.

***OCZAMI SOPHIE***
 Około godziny 24, do domu wrócił Adam.
- I co??? - zapytałam zaciekawiona, co tam u Mel.
- Spo...ko... Dużo się dziś działo... - powiedział i upadł na łóżko.
- Wstawaj leniu i opowiadaj - powiedziałam - po za tym to nie jest twoje łóżko! - dodałam i rzuciłam w niego poduszką.
- Zadzwoń do Mel... Wszystko ci opowie... Chyba - powiedział i wyszedł z mojego pokoju. Nie będę jej przeszkadzać o tej godzinie... Pogadam z nią jutro w szkole... Poszłam się umyć, przebrać w piżamkę i zasnęłam... Rano obudziły mnie jasne promienie słońca. Spojrzałam na zegarek. O szlak... Boże o której ja wstaję?!?! Jest godzina 5:04, a do szkoły mam na 9:00. OMFG!!! Poszłam do toalety i zafundowałam sobie długą kąpiel... Z łazienki wyszłam dopiero godzinę później. Przebrałam się (co zajęło mi jakieś 10 minut, bo musiałam wybrać ciuszki), zrobiłam lekki makijaż, spakowałam książki i zeszyty, piórnik oczywiście też. Była już 8:17. Zeszłam na dół do kuchni gdzie spotkałam uradowanego Adasia. Zaczęłam jeść śniadanie.
- Coś ty taki uradowany? - spytałam.
- Bo dziś spotykam się z Melanie - odpowiedział i wszystko stało się jasne. Zjadłam śniadanie, pożegnałam się z Adamem i poszłam do szkoły. Na miejscu byłam o 8:42 (tak mniej więcej). Na korytarzu spotkałam Melanie, Anne i Daniela. Gdy chciałam do nich podejść, ktoś mnie złapał za rękę. Tym kimś był Louis.
- Co chcesz? - spytałam, on na mnie spojrzał i mnie pocałował, szybko go odepchnęłam - Co ty odwalasz?! Nie wiesz, że mam chłopaka?!
- No ba, że wiem, bo to ja nim jestem - powiedział, a ja zaśmiałam mu się prosto w twarz i poszłam do moich przyjaciół.
- Sophie??? Zostawiłaś Jamesa dla Louisa??? - spytał Daniel i wszyscy zaczęli się śmiać. Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo zadzwonił dzwonek na pierwszą dla nas lekcję...

***

Mamy rozdział 10. Bardzo się cieszymy, że czytacie naszego bloga i, że komentujecie. 
Chciałybyśmy podziękować wszystkim, którzy skomentowali nasze opowiadanie,
w szczególności naszej przyjaciółce Sylwii Rosalie Lunie Kępce,
która usunęła swój komentarz...
Na szczęście zdążyłam go skopiować!!!
Jeszcze raz bardzo dziękujemy za wszystkie komentarze i miłe słowa.
Następny rozdział = 5 komentarzy.
Love? & Amore?

Rozdział 8 - Gwiazda

***OCZAMI LOUISA***
Nie mogłem znieść wyboru Anne. Co Daniel ma czego ja nie mam? Oprócz tego, że umie tańczyć to co? Ja mam zdecydowanie lepsze talenty. Bo taniec, co to taniec? Wystarczy się "bujnąć" i wmawiać każdemu, że umie się tańczyć.
- Louis! Co do ciebie teraz mówiłem? - wrzasnął na mnie nauczyciel.
- Ja? Przepraszam. Nie wiem nie słuchałem...
- To na przyszłość uważaj na lekcji. A teraz... o czym to ja mówiłem?
- Mówił pan o balu - powiedział jeden z uczniów.
 Od teraz zacząłem uważnie słuchać co mówi pan Flick. Przed chwilą dostałem karteczkę od Cleo. Już boję się co tam jest. No trudno przeczytam.
 Straaasznie się cieszę z tego balu. Nie wiedziałam, że zaprosisz taką osobę jak ja ;)
Boże, w co ten frajej mnie wpakował... No cóż, oleje się ją i przystawi do Anne. Dobra lekcja, skup się na lekcji.
- Wracając do balu, Anne, ty przyniesiesz ciasto tak?
- Tak proszę pana - powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy. Ale ona cudowna. Louis ogarnij się! Nie pora na myślenie o Anne. Teraz jest lekcja skup się.
- A ty co przyniesiesz? - to pytanie było skierowane do mnie.
- Ja mogę przynieść talerzyki i sztućce - odpowiedziałem bez namysłu.
- Dobrze, trzymamy cię za słowo - odpowiedział i dalej, gadał tak jak to nauczyciele potrafią... Dobra zostało 30 sekund do przerwy. 20...10...5...4...3...2...1... Dzwonek! Nareszcie dzwonek.

***OCZAMI ANNE***
To miłe, ale zarazem dziwne... Na lekcji pana Flicka cały czas gapił się na mnie Daniel i Louis. Jak Dan zauważył Lou to spojrzał na niego wzrokiem mordercy. Ale zazdrośnik. Eh... No cóż.
- Daniel, poczekaj - krzyknęłam do wychodzącego z klasy chłopaka.
- Coś się stało? - spytał podchodząc do mnie i obejmując mnie ramieniem.
- Mam do ciebie małą prośbę - zaczęłam, a on spojrzał na mnie zaciekawiony - nie bądź taki zazdrosny.
- Ojejku... Przeszkadza ci to?
- No, tak trochę...
- No dobrze. Dla ciebie wszystko.
- Skoczysz z mostu? - spytałam z zaskoczenia
- Nie, no coś ty? Oszalałaś?!
- Nie, tylko mówiłeś, że dla mnie wszystko - powiedziałam, a chłopak się zaśmiał.
- Ej, ty też to widzisz? - zapytał po chwili.
- Co? - spytałam i chciałam się odwrócić, ale Daniel mi przeszkodził.
- Louis nas obserwuje. Mam pomysł, udawajmy, że się kłócimy, ty później pójdziesz zapłakana i jestem na 100% pewny, że Lou pójdzie za tobą i będzie chciał cię "pocieszyć".
- Ok, to wymyślmy coś, a ja spróbuję się rozpłakać -powiedziałam, a chłopak zaczął na mnie krzyczeć.

***KŁÓTNIA***
- No, ale to twoja wina - Anne
- Jasne, wszystko zrzucić na mnie - Daniel
- Tylko,że to nie ja jestem takim zazdrosnym typkiem jak ty i nie zabraniam ci rozmawiania ze znajomymi - Anne
- Ja po prostu nie chce żebyś gadała z chłopakami, pamiętaj, że jesteś moja - Daniel
- Ja nie jestem rzeczą! Nie jestem twoją własnością - Anne
- Skoro nie jesteś moją własnością, to nie jesteś też moją dziewczyną - Daniel

***OCZAMI ANNE***
Po tych słowach uciekłam zapłakana. Jak na zawołanie pojawił się Louis.
- Ej,śliczna. Dlaczego płaczesz?
- Bo pokłóciłam się z Danielem.
- Nie warto płakać przez takiego kretyna jak on - powiedział i chciał mnie pocałować,ale pojawił się mój chłopak i odepchnął rywala.
- Co ty robisz?! - warknął na niego.
- Pocieszam ją, nie widzisz?
- Ja raczej widzę, że chcesz ją pocałować - wrzasnął i odepchnął Louisa. Zaczęli się bić.
- Chłopaki!!! - krzyknęłam, a oni się od siebie oderwali - przestańcie się bić. Przemoc nie jest rozwiązaniem. Louis, zrozum, jestem z Danielem i kocham go i nigdy go nie zdradzę, a ty - odetchnęłam i wskazałam na Daniela - ty przestań być taki zazdrosny! Ja nie mogę być z kimś kto nie pozwala mi z przyjacielem rozmawiać! Zrozum, że cię kocham głupku i nigdy bym cię nie skrzywdziła - po moich słowach Daniel podszedł do mnie i mnie pocałował, ale nie odwzajemniłam tego.
- Dobra stary - zaczął Louis - przepraszam, jest ok?
- Jest ok - po tych słowach na mojej twarzy pojawił się mimowolny uśmiech, a chłopaki przybili sobie żółwiki.

***OCZAMI DANIELA***
Nie wierzę, że Louis chciał pocałować moją Anne.
- To co, idziemy? - spytałem.
- Tak, tak, a gdzie? - odpowiedziała Ann.
- No mieliśmy iść do kina za 3 godziny - powiedziałem ze złą miną, że zapomniała.
- Ojejku... Przepraszam, że zapomniałam, wybacz. To o której po mnie wpadniesz? - spytała z miną szczeniaczka, żebym jej wybaczył.
- Oj, wiesz, że nie potrafię się na ciebie gniewać, będę o 19.30 - powiedziałem, a ona dała mi buziaka w policzek.
- To papa - powiedziała, bo byliśmy już pod domem Anne.
- Raczej do zobaczenia - powiedziałem, a ona mnie przytuliła, uśmiechnęła się i weszła do środka.

***OCZAMI ANNE***
W co ja się ubiorę?!?! Idę na randkę z Danielem, ale nie mam się w co ubrać! Zaczęłam poszukiwania w szafie, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
- Otwarte - wrzasnęłam, a do pokoju weszła ona.
- Hej - powiedziała, a ja rzuciłam się jej na szyję.
- Boże, co ty tu robisz? Ty nie miałaś być teraz w Madrycie? Przecież masz trasę koncertową.
- No, miałam być, ale mam 3 tygodnie bez koncertów - oznajmiła
- Tini, jak ja się za tobą stęskniłam - westchnęłam do kuzynki.

NOWA POSTAĆ
Martina "Tini" Stoessel.
Ma 16 lat.
Powinniście ją kojarzyć, bo jest tytułową bohaterką serialu "Violetta".
W opowiadaniu jest ona kuzynką Anne.

- Ja za tobą też - odpowiedziała, a ja wróciłam do szukania ciuchów.
- Co porabiasz? - spytała zaciekawiona Tini.
- Szukam ciuchów, bo idę dziś na randkę z chłopakiem.
- Masz chłopaka??? Chcę go poznać - powiedziała z zabawną, poważną miną - myślałam, że spędzimy razem ten czas, ale rozumiem to. Jesteś młoda i rozumiem to, że chcesz spędzić troszkę czasu z "miłością swego życia" - powiedziała i zaśmiała się.
- Tini, jesteśmy w tym samym wieku, jutro spędzimy razem czas ok? - spytałam a ona przytaknęła. Wróciłam do mojego zajęcia, gdy Tini wyszła i wróciła ze swoją walizką.
- Pomóc ci? - spytała.
- No jasne - powiedziałam, a ona wyjęła z walizki ładny strój.
- I co? Podoba ci się? Może być?
- Jezu, Tini, jakie to piękne. Jak mam ci dziękować?
- Na którą jesteś umówiona z tym chłopakiem?
- Na 19.30, a co?
- To się zbieraj bo jest 19 - powiedziała, a ja jak oparzona wleciałam do łazienki, przebrałam się, umalowałam, a Martina mnie uczesała.
- Dobra, opowiedz coś o nim - zaczęła moja kuzynka.
- Więc jest w naszym wieku, nazywa się Daniel. Umie tańczyć, w sumie to razem chodzimy na lekcje tańca. Nie wiem, co chcesz jeszcze wiedzieć?
- Tyle mi wystarczy.
- Dziękuję.
- Za co? - spytała zdziwiona.
-  Za to, że przyleciałaś - powiedziałam i w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- To Daniel - powiedziałam, a Tini poprawiła sobie stój i fryzurę. Poszłam otworzyć.
- Hej, ślicznie wyglądasz - powiedział, a ja się do niego przytuliłam.
- Daniel, to jest Martina, moja kuzynka - wskazałam na schodzącą ze schodów dziewczynę.
- Martina??? Martina Stoessel? Ta sama, co występowała w Violetcie? - nie dowierzał, że jest moją kuzynką.
- Tak, ta sama. I ta sama, co zna, Mercedes Lambre, Jorge Blanco i innych - powiedziała, a Daniel stanął i otworzył szeroko buzię.
- Twoja mina jest świetna, zaczekaj, zrobię zdjęcie - powiedziała Tini, a chłopak się zaśmiał.
- To my idziemy - powiedziałam i zamknęłam drzwi mieszkania - nie patrz tak na moją kuzynkę, czuję się zazdrosna.
- Ej, mała nie bądź zazdrosna, ja ją kocham, ale jak gwiazdę, ty nie wiem, kochasz na przykład Liam'a
Payne'a, ale to nie w ten sam sposób, jak mnie - powiedział, a ja pocałowałam go w policzek.
- Dobra, chodź, bo się spóźnimy - powiedziałam, a chłopak złapał mnie za rękę. Poszliśmy na przystanek,weszliśmy do autobusu i po niecałych 10 minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do kina i w tym momencie mnie zamurowało...

***

No i mamy 8 rozdział!!! Cieszymy się, że czytacie to jakże interesujące opowiadanko.
Chcecie wiedzieć co się stanie, kogo Anne zobaczy?
Następny rozdział = 4 komentarze :)
Love? & Amore?

wtorek, 3 września 2013

Rozdział 7 - Chłopak

Reszta lekcji minęła bardzo szybko. Cały czas zastanawiałam się dlaczego Daniel jest przygnębiony. O już chyba wiem...przez to, że nie odpisywałam na sms-y. Powinien to zrozumieć.
- Daniel! - chłopak się zatrzymał i odwrócił się w moją stronę - Możemy pogadać?
- O czym?
- Czy jesteś nie w sosie przez moje nieodpisywanie na wiadomości? 

***OCZAMI DANIELA***
- Trochę - powiedziałem.
- Ale mogę Ci to wytłumaczyć. Byłam strasznie zajęta. Musiałam posprzątać pokój i zrobić inne rzeczy, których nie dokończyłam. Poszłam spać o 1:39. Rozumiesz to?
- Nie za bardzo. Mogłaś chociaż napisać lub zadzwonić.
- Nie rozumiesz, że nie miałam czasu?!?!?!
- No rozumiem... Ale się o ciebie martwiłem - powiedziałem, a ona się zarumieniła.
- Naprawdę??? - spytała i mnie przytuliła. Naszą rozmowę przerwał dzwonek na następną lekcję. Te 45 minut, tak długo się wlokło, że myślałem iż trwa wieki. Zastanawiałem się co może być na karteczce,  którą dostałem od Anne na przerwie podczas rozmowy. Zdecydowałem się ją przeczytać.
A co do czasu po lekcjach to jestem wolna :)
 Na drugiej stronie kartki napisałem : To świetnie. Bo tak sobie pomyślałem, że może byśmy poszli na spacer... :)
Po chwili odpisała
Randka?
Nie wiedziałem co odpisać. Chciałbym z nią pójść na randkę.
Tak, od dawna chciałem cię na nią zaprosić... To może przy Fall Street?
Odpisała mi "to do zobaczenia ;) "

***OCZAMI ANNE***
Randka. Randka z Danielem. Boże jak ja się cieszę!!! Muszę poprosić Melanie o pomoc w wybraniu ładnych ciuchów. Lekcja się skończyła. Nareszcie. Reszta zajęć minęła w miarę szybko.
-Mel! - krzyknęłam do przyjaciółki. Momentalnie się odwróciła.
- Co jest? - spytała zdziwiona.
- Idę na randkę z Danem!!!
-Aaaaa... Nawet nie wiesz jak się cieszę.
- Pomóż mi wybrać jakieś ciuchy - poprosiłam dziewczynę.
- Jasne spoko, to idziemy do ciebie i wybierzemy ładną kreację.
Poszłyśmy do mnie i po 30 minutach byłam gotowa. Wysłałam sms-a Danielowi
O której mamy się spotkać?
Po chwili otrzymałam odpowiedź
Za 10 minut?
Odpisałam mu, że będę i wyszłam z domu. Na miejscu byłam na czas, ale Dana jeszcze nie było. Usiadłam na ławce i liczyłam chmurki na niebie. Po niecałej minucie ktoś zasłonił mi oczy ręką.
- Zgadnij kto to.
- Daniel?
- Nie, to nie Daniel.
- A kto? - gdy to mówiłam, chłopak zabrał rękę z moich oczu i usiadł obok mnie - Louis? Co ty tu robisz?
- Przechodziłem tędy i cię zauważyłem. Ładnie wyglądasz, czekasz na kogoś?
- Dzięki i tak, czekam na Daniela.
- To może dotrzymam ci towarzystwa? - zaproponował.
- Nie, dziękuję, poczekam sama. O patrz już tu idzie - gdy to mówiłam, wskazałam na nadchodzącego chłopaka. Pożegnałam się z Louisem i podeszłam do Daniela.
- Hej, ślicznie wyglądasz - powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Dzięki - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.

***OCZAMI DANIELA***
- Od dawna chciałbym ci coś powiedzieć... - zacząłem
- Co chcesz mi powiedzieć?
- Bo od dawno mi się podobasz i ... - dziewczyna lekko się zarumieniła - i chciałbym cię zapytać...no czy...ten no...nie chciałabyś może ze mną chodzić, że być moją dziewczyną?
- To ja też muszę ci coś powiedzieć. Bo ty mi też się podobasz...
- A zgadzasz się? - nic nie odpowiedziała tylko mnie pocałowała.
- Czy to znaczy tak? - zapytałem z nadzieją.
- Tak - odpowiedziała i mnie przytuliła. Byłem bardzo szczęśliwy. Chodziliśmy ulicami Londynu, aż w końcu nasze miłe wspomnienie przerwał telefon Anne.
- Przepraszam, muszę to odebrać - powiedziała i odeszła.

***OCZAMI ANNE***
- Halo? - spytałam.
- Hej Anne, co robisz? Może wpadłabyś do mnie na jakiś film?
- Mel, nie mogę, jestem na spacerze z Danielem.
- Nadal?
- No wiesz, chłopakowi trzeba poświęcać czas.
- Chłopakowi? To wy chodzicie? Od kiedy? Dlaczego mi nie powiedziałaś?! - zaczęła się wydzierać do telefonu.
- Bo jestem z nim na spacerze - odpowiedziałam - nie mogę gadać, bo Dan czeka.
- Pozdrów go. Narka - powiedziała i się rozłączyła. Wróciłam do Daniela. Siedział na ławce i patrzył w niebo. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, a później Chłopak mnie odprowadził i poszedł do siebie. Gdy tylko zniknął mi z oczu pobiegłam do Melanie.Od razu mnie wpuściła.
- No i jak? - spytała gdy tylko mnie ujrzała.
- Idealnie! On mnie zapytał o chodzenie. Później się pocałowaliśmy, on jest taki cudowny.
- Czy ja dobrze usłyszałam? Pocałowaliście się? - spytała zdziwiona.
- No tak i było cudownie.
- To co? Oglądamy jakieś romansidło? - spytała
- Tak, jasne - powiedziałam, a Melanie włączyła jakiś film. Gdy skończyłyśmy, poszłam do domu, wykąpałam się i położyłam się spać. Zanim zasnęłam, dostałam sms-a od Daniela.
Dobranoc ;*
Wysłałam mu to samo i poszłam spać. Wstałam rano ubrałam się i zeszłam na dół zjeść śniadanie. Poszłam do szkoły. Przy swojej szafce spotkałam Daniela.
- Hej piękna - powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Hej słodki - odpowiedziałam i otworzyłam szafkę. Wyjęłam książki i poszłam z chłopakiem pod klasę.
- Mam dla ciebie prezent - powiedział i obrócił mnie tyłem do siebie. Założył mi na szyję jakiś naszyjnik. Przyjrzałam się mu. Ale on śliczny. To był naszyjnik z literką D. D jak Daniel.
- Ale to śliczne - powiedziałam i przytuliłam się do chłopaka.
- Dla ciebie wszystko - powiedział i mnie pocałował. Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcję.

***

Nareszcie mamy 7 rozdział!!! Cieszymy się, że wam się podoba i, że to czytacie.
Mamy do was prośbę. Komentujcie, bo to naprawdę pomaga.
Następny rozdział to 2 komentarze i 2 pozytywne reakcje.
Love? & Amore?

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 6 - Kłótnia

***OCZAMI LOUISA***
- Coś ty zrobił? - krzyknąłem na niego - Miałeś dać tą karteczkę Anne, a nie jak jej tam...
- A nie Cleo.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Bo chyba nie jesteś doinformowany. Ja i Anne idziemy razem na bal.
- Taaa... Jasne...
- Jeśli mi nie wierzysz, spytaj się jej. O patrz! Idzie tutaj.
- Hej chłopaki! O co chodzi?
- Czy to prawda, że idziesz na bal z Danielem??? - spytałem lekko zdenerwowany
- No tak - odpowiedziała zdziwiona pytaniem.
- A nie mówiłem  - powiedział z zadowoloną miną Daniel. Po chwili zadzwonił dzwonek na następną lekcję. Weszliśmy do klasy, a chwilę po nas nauczyciel.
- Nie wyjmujcie książek tylko odłóżcie plecaki i idziemy do sali gimnastycznej - powiedział pan Rosero. Zrobiliśmy to co nam kazał nauczyciel.
- Proszę pana, po co tu przyszliśmy? -  spytała jedna z uczennic.
- Będziemy losować. Dziewczyny, chodźcie tu do mnie - powiedział profesor. Dziewczyny podeszły do nauczyciela.
- Teraz każda z was wyciągnie z pudełka karteczkę, gdzie będzie imię i nazwisko waszego partnera do tańca - znowu odezwał się pan Rosero - jak wylosujecie, podejdźcie do chłopaka, który jest na kartce.

***OCZAMI ANNE***
Prawie wszystkie dziewczyny już wylosowały. Zostałam tylko ja i Melanie. Mel wylosowała karteczkę i podeszła do Daniela. Coś mu szepnęła na ucho i poszła stanąć obok Georga. Jest on drugim najprzystojniejszym chłopakiem w naszej klasie (oczywiście według mnie). Dobra czyli, że Melanie nie tańczy z Danielem. Ja będę z nim tańczyć?!!! Podeszłam do nauczyciela, ale on powiedział, że nie ma już karteczki.
- Idź stań obok Daniela, on nie ma partnerki - powiedział nauczyciel. W tej chwili byłam tak szczęśliwa, że nie zauważyłam butelki leżącej na podłodze i się o nią potknęłam, nie upadłam bo ktoś mnie złapał. Tym ktosiem był Daniel.
- Dzięki - odezwałam się zawstydzona.
- Na mnie możesz zawsze liczyć - powiedział i puścił mi oczko.

***OCZAMI MELANIE***
Udało się. Dobrze, że wyciągnęłam obie te karteczki, bo to ja mogłam tańczyć z Danem. Wtedy jak do niego podeszłam, powiedziałam mu co kombinuję... Mam nadzieję, że Anne się tego nie dowie. Po skończonych zajęciach, poszłam razem z Ann i Sophie, po odbiór ich sukienek.
 - I jak wam się podobają moje kiecki? - spytała So.
- Świetne - odpowiedziałyśmy. Później Anne pochwaliła się swoimi sukienkami i poszłyśmy zjeść jakiegoś Fast Food'a. W KFC spotkałyśmy Jennifer.

POSTAĆ KTÓRA PO RAZ PIERWSZY POJAWIA SIĘ W OPOWIADANIU, ALE BOHATEROWIE JĄ ZNAJĄ :).
"NOWA POSTAĆ"
Jennifer Jackson
Ma 16 lat i chodzi do klasy razem z Anne, Mel, Danem i innymi.
Mieszka niedaleko James'a.
Uczy się śpiewać, ale nie wychodzi jej to najlepiej.
Uważa się za królową szkoły, czyli innymi słowami jest Divą.
Czy odbije chłopaka znajomej?

- Hej Jennifer - odezwała się Sophie - co tam masz w torbach?
- Sukienki na bal - odpowiedziała.
- Pokażesz nam? - spytała Anne.
 - Jasne - powiedziała z szerokim uśmiechem i wyjęła z siatki 2 sukienki.
- Wow! - powiedziałyśmy z sarkazmem.
- No wiem, są prześliczne - zachichotała dziewczyna.
- Chcesz zobaczyć nasze? - spytałam.
- Nie, dzięki. Te wasze na pewno nie są tak perfekcyjne jak moje.
 -Dobra, to już nie przeszkadzamy w "błyszczeniu" divo - zaśmiałyśmy się i poszłyśmy do innego lokalu. Zjadłyśmy i się rozdzieliłyśmy (to znaczy, że Sophie poszła, bo ja i Anne mieszkamy obok siebie).

***OCZAMI ANNE***
Byłam już w domu. Podziwiałam swoje sukienki. Przerwał mi dźwięk sms-a. Był on od Daniela.
Nie mogę doczekać się balu... Robisz coś jutro po lekcjach?
Nie miałam teraz czasu do tego. Miałam dużo rzeczy na głowie. Nie odpisywałam mu przez 10 minut, aż w końcu wysłał kolejną wiadomość.
Co jest? Obraziłaś się na mnie? Przepraszam za (cokolwiek zrobiłem, żebyś miała focha) ;(.
Zrobiło mi się głupio, ale musiałam posprzątać pokój, odgrzać sobie jedzenie, odrobić lekcje, zrobić porządek w szafie i wiele wiele innych. Wyjaśnię mu to jutro w szkole. Zajęłam się swoimi zadaniami. Nie zwracałam uwagi na czas, a gdy w końcu spojrzałam na zegarek, była 01:39. Dobra Anne weź się w garść dokończysz jutro, to znaczy dzisiaj, ale po szkole. Zasnęłam. Rano wstałam o 8:50. O nie!!! Spóźnię się na lekcje!!! Dlaczego Melanie do mnie nie zadzwoniła o 7??? Upsss... Chyba nie potrzebnie się zdenerwowałam. Spojrzałam na ekran telefonu, 3 nieodebrane połączenia od Melanie. Pośpiesznie się ubrałam i zbiegłam na dół zjeść szybkie śniadanie. Spóźniłam się na zajęcia 15 minut. Weszłam do klasy nie zauważona, gdyż pani Filkenhowen stała tyłem do klasy. Usiadłam obok Mel. Była ładnie ubrana.
- Dlaczego się spóźniłaś? - szepnęła do mnie Mel.
- Zaspałam. Wybacz.
- Spoko - powiedziała i wskazała na Daniela - Co mu jest?
- Nie wiem. Pogadam z nim na przerwie.

***

No i w końcu mamy 6 rozdział! 
Czy Daniel będzie chciał porozmawiać z Anne?
Tego dowiecie się w następnej części.
7 rozdział = 4 komentarze
Love? & Amore?

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 5 - Nowy

***OCZAMI DANIELA***
Muszę porozmawiać z Anne i zapytać ją o ten bal. W końcu jest on za 2 tygodnie. Poszedłem się ubrać i zszedłem na dół na śniadanie. Po smacznym i ciepłym posiłku, spakowałem książki i wyszedłem z domu. Po drodze spotkałem Anne i Melanie, postanowiłem działać od zaraz.
- Hej dziewczyny - powiedziałem z szerokim uśmiechem.
- Hej chłopaku - odpowiedziały z szerszym uśmiechem.
- To jak macie już partnerów na bal? - spytałem.
- Nie jeszcze nie... - odpowiedziała Anne.
- Ja też jeszcze nikogo nie mam, ale Sophie mówiła mi, że kogoś mi znalazła - poinformowała Mel.
- To... Anne, chciałabyś pójść ze mną na bal? - spytałem i wpatrywałem się w kolor jej oczu.
- Ja? Ja chętnie - odpowiedziała i się lekko zarumieniła. Po 5 minutach doszliśmy do budynku szkoły. Na miejscu spotkaliśmy Sophie i innych. Lekcje minęły szybko. Została jeszcze jedna. Dzwonek. Do klasy wszedł Pan Phil z jakimś chłopakiem.

NOWA POSTAĆ
Louis Brown
Ma 16 lat i jest nowym uczniem szkoły.
Mieszka bardzo blisko Jasmine, czyli daleko od szkoły.
Od razu zaprzyjaźni się z Danielem, ale jak zdradzi mu swój sekret ich przyjaźń się rozpadnie.
Umie grać na gitarze oraz pianinie. Lubi placki <--- XDDD
Jak szybko popełni błąd, którego od razu pożałuje?
- Cześć wam - odezwał się chłopak.
- Dzieci, to jest Louis, od dziś będzie chodził z wami do klasy. Przywitajcie ładnie nowego kolegę - odezwał się nauczyciel.
- Hej! Cześć! Siema! - po klasie rozbiegły się głosy uczniów. Louis usiadł obok mnie, ponieważ chłopak, który zazwyczaj tam siedział, rozchorował się. 
- Hej, jestem Daniel - powiedziałem i wyciągnąłem rękę do nowego.
- Louis - odpowiedział i uścisnął moją dłoń.
- Daniel - głos znowu zabrał pan profesor - widzę, że już dogadałeś się z Louisem. Po lekcjach zostaniesz trochę dłużej i oprowadzisz go po szkole. Dobrze?
- Oczywiście, z wielką chęcią - powiedziałem i uśmiechnąłem się krzywo. Ta lekcja, tak jak pozostałe, minęła bardzo szybko. Po skończonych zajęciach do mnie i Louisa podeszły dziewczyny.
- Hej, jestem Melanie, a to jest Anne - powiedziała moja przyjaciółka - możemy wam pomóc?
- Jasne, czemu nie - odpowiedział Louis. 
***OCZAMI LOUISA***
Anne jest bardzo ładna. Dokładnie tak jak Melanie. Dziewczyny i Dan zaczęli mnie oprowadzać po szkole. Po 30 minutach skończyli.
- Właśnie, co do tego balu... To kiedy on jest? - odezwałem się niepewnie. W tym momencie podeszła do nas jakaś blondynka.
- Hej jestem Sophie, a ty Louis tak? - spytała
- Tak, zgadza się - odparłem niepewnie - to kiedy ten bal? - kontynuowałem.
- Jest w piątek za 2 tygodnie - odpowiedziała ta blondynka.
- Spoko, a o której godzinie? - znowu się odezwałem
- Od 17 do 24. Później mamy prywatną imprezę dla naszej klasy. Wynajęliśmy najpopularniejszy klub w mieście, wejściówka kosztuje 50 dolarów, idziesz z nami? Domówimy jeden bilet, dasz 50 dych i załatwione - powiedział Daniel.
- Spoko, to jutro przyniosę - powiedziałem i uśmiechnąłem się szeroko - Melanie, a masz już partnera na bal? - zapytałem jej, bo widziałem jak Dan kleił się do Anne. Wolałem nie ryzykować.
- Ja, jeszcze nie - odpowiedziała zawstydzona. Głos zabrała Sophie.
- No i zepsułaś mi niespodziankę. Adam chce pójść z tobą na bal - powiedziała.
- Adam? Twój brat? - spytała z niedowierzeniem.
- Tak i co zgadzasz się? - nie dawała za wygraną.
- No tak! Sorry Louis - odezwała się i posmutniała.
- Nie przejmuj się - powiedziałem, a ona się do mnie przytuliła. Wyszeptałem jej szybkie i krótkie pytanie, na które pokiwała przecząco głową. Dobra wiem, że Daniel i Anne nie są parą. Mogę działać. Zapytam ją jutro :).

***OCZAMI SOPHIE***
No i się udało. Mel idzie na bal z Adamem, a nie jakimś nieznajomym.
- Dobra ja lecę - powiedział Louis i odszedł.
- Ja też już spadam - odezwałam się po chwili. Pożegnałam się z kumplami i pobiegłam do domu.
- Adam!!! Mam dobrą wiadomość!!! - krzyknęłam na wejściu.
- Jaką? - spytał zaciekawiony. Pobiegłam na górę do jego pokoju.
- Idziesz na bal z Melanie! - krzyknęłam a on wstał i mnie mocno przytulił.
- Dzięki ci siostra, jak mam ci dziękować? - spytał, a ja się chytrze uśmiechnęłam - jestem głupi, że o to zapytałem.
- Możesz kupić mi sukienkę na bal i dodatki - powiedziałam.
- No dobra - odpowiedział i rozluźnił uścisk. Wydostałam się z niego do końca i poszłam szukać jakiejś fajnej kiecki na bal.

***OCZAMI ADAMA***
Idę do rodziców po kasę na sukienkę Sophie.
- Mamo daj kasę na sukienkę dla Sophie - powiedziałem, a tata wyjął portfel i mi go podał. Wziąłem go i wyjąłem pliczek banknotów - biorę 500 dolców, bo Sophie chce też buty i dodatki - oni tylko pokiwali głowami. Oddałem tacie portfel i poszedłem do pokoju. Jestem taki szczęśliwy, że idę z Melanie na ten bal. Zadzwoniłem do niej.
- Hej Adam. Po co dzwonisz? - spytała zdziwiona.
- Chciałem zapytać czy cieszysz się tak samo jak ja - powiedziałem. Ona zachichotała i odpowiedziała
- Tak, bardzo się cieszę, że idziemy na ten bal razem.
- Super.
- Muszę kończyć, bo zaraz przyjdzie moja sukienka. Zdzwonimy się później - powiedziała i rozłączyła się. Byłem taki szczęśliwy. Moje szczęście przerwał głos Sophie.
- Adam!!! Znalazła już jedną sukienkę, chodź zapłać - głos mojej siostry dobiegł z sąsiedniego pokoju. Zrobiłem przelew z konta rodziców na swoje i poszedłem zapłacić. Po chwili poszedłem do salonu oddać kasę rodzicom. Po niecałych 10 minutach znowu usłyszałem głos siostry.
- Adam!!! Chodź mam już drugą kieckę!! - krzyknęła a ja jak jej sługa zrobiłem co kazała - jeszcze tylko buty i dodatki powiedziała zadowolona. Po godzinie znalazła już wszystko co było potrzebne. Nareszcie miałem czas dla siebie. Ok 22 zasnąłem. Rano wstałem o 6.45.

***OCZAMI DANIELA***
Wstałem i spojrzałem na zegarek. O kurde!!! Spóźnię się!!! Jest już 8.30!!! Szybko się ubrałem, spakowałem i zjadłem śniadanie. Ledwo zdążyłem na lekcje. Byliśmy w sali od Geografii gdzie każdy siedział osobno, ale blisko siebie. W połowie lekcji Louis szturchnął moje ramie.
- Ej daj to Anne - szepnął i podał mi karteczkę. Co on chce od Anne? To pytanie nie dawało mi spokoju. Po kryjomu przeczytałem treść liściku. Zrozumiałem, że nie mogę dać tego Anne, postanowiłem trochę zamieszać. Zamiast Anne, dałem tą karteczkę Cleo, dziewczynie, która nie miała powodzenia u chłopaków. Dałem jej liścik, a ona się na mnie dziwnie spojrzała.
- To od Louisa - szepnąłem do niej i wskazałem chłopaka, który notował treść notatki z lekcji. Ucieszona dziewczyna odpisała "TAK! TAK! TAK!" a ja znowu przejąłem karteczkę i podałem ją przyjacielowi. Przeczytał i się uśmiechnął. Po chwili lekcja się skończyła, a do Louisa podeszła Cleo.
- Już nie mogę doczekać się balu - powiedziała i puściła mu oczko. Zdezorientowany chłopak podszedł do mnie, a ja zacząłem się głośno śmiać.

***

No to mamy kolejny rozdział! To już 5!!!
Czy znamy już odpowiedź do pytania pod "profilem" Louisa?
Jeśli chcecie wiedzieć co się dalej będzie działo komentujcie.
Następny rozdział = 3 komentarze.
Love? & Amore?