***OCZAMI MELANIE***
- Czego chcesz? - spytałam, gdy dowiedziałam się z kim mam nie przyjemność.
- Bo jak wiesz, między mną, a Sophie nie układa się najlepiej... Dzwonię z prośbą, żebyś jej pilnowała. Żeby nic głupiego sobie nie zrobiła - powiedział.
- Co?! Przecież ty z nią nie byłeś, nie jesteś i NIGDY nie będziesz. Rozumiesz? Czy może mam to jaśniej wytłumaczyć?!
- Zrób co ci karze rozumiesz?!
- Nie będziesz mi mówiła co mam robić! Na razie frajerze! - powiedziałam i się rozłączyłam. Wróciłam do Adama.
- Kto dzwonił? - zapytał patrząc mi prosto w oczy.
- Louis - odpowiedziałam załamana - dzwonił bo sobie ubzdurał, że jest z Sophie i chciał, żebym jej pilnowała, żeby nie zrobiła sobie nic głupiego - dodałam. Pogadaliśmy jeszcze trochę, i ja niestety musiałam już się zbierać. Oczywiście jak się tego spodziewałam, Adaś mnie odprowadził.
- Dziękuję, za to miłe popołudnie - powiedziałam, gdy już doszliśmy pod drzwi mojego domu.
- Dla ciebie wszystko skarbie - powiedział i mnie pocałował. Weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę, buty i poszłam na górę, do swojego pokoju. Zadzwoniłam do Anne.
- Halo? - usłyszałam w telefonie.
- Hej Anne, co tam u ciebie? Wiesz, że James jest w szpitalu?
- Tak wiem. Jutro do niego jadę. Idziesz ze mną? - spytała.
- Jasne. O której się widzimy, żeby iść do szkoły?
- Jutro mamy na 8:00 tak? - zapytała
- Tak - odpowiedziałam.
- To może o 7:30?
- Spoko, to pa - powiedziałam i się rozłączyłam. Była godzina około 21. Nie wiedziałam co robić więc przebrałam się i ćwiczyłam nowe ruchy do układu tanecznego.
***OCZAMI SOPHIE***
Obiecałam Adamowi, że jutro pójdę do szkoły, ale chcę iść do Jamesa. Mam pomysł. Zerwę się z dwóch ostatnich lekcji. Powiedziałam mu, że pójdę do szkoły, nie obiecywałam, że zostanę na wszystkie lekcje. Nudziło mi się, więc wzięłam książkę i zaczęłam czytać. Była tak nudna, że po niecałej stronie zasnęłam. Rano obudziłam się o 6:50. W sam raz. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i spakowałam. Po jakichś 30 minutach zeszłam na dół do kuchni i zjadłam śniadanie. Po zjedzonym posiłku wyszłam z domu. Na miejscu byłam o ok 7:40. W szkole spotkałam Melanie, Anne i Daniela.
- Hej Sophie. Co u Jamesa? - zapytał mnie Daniel.
-W porządku. Jest trochę słaby, a dziś będzie miał przedostatnią operację.
- A kiedy będzie mógł do nas wrócić?
- Tego jeszcze nie wiadomo. Może dopiero za tydzień - powiedziałam- idziecie pod salę?
- Tak jasne.
- Ja muszę wziąść coś z szafki - powiedziała Mel i poszła w jej stronę.
- Aaaaaaaaaaaa!!! - krzyknęła Melanie i upadła na podłogę. Najprawdopodobniej zemdlała.
- Melanie! - cucił ją Daniel. Nie obudziła się, więc chłopak zaniósł ją do pielęgniarki. Ja i Anne zajrzałyśmy do szafki i tam znalazłyśmy zdechłego szczura. Co za kretyn go tam wsadził?! Chyba się domyślam... To Louis lub Jennifer.
- Chodźmy do Mel - powiedziała Anne.
- Ok, chodźmy.
Poszłyśmy do niej, ale ona nadal była nie przytomna.
- Proszę Pani, a może zadzwonimy po kogoś z jej rodziny, żeby ją zabrali do szpitala - zaproponował Daniel.
- Dobrze, zaraz to zrobię - poinformowała nas pielęgniarka.
- A może ja to zrobię? - zapytałam.
- No dobrze - odpowiedziała, a ja wyszłam i wybrałam numer Adama. Jest sygnał.
- Halo?
- Hej brat, przyjedź do szkoły , bo trzeba Mel zabrać do szpitala, bo 10 minut temu zemdlała i jeszcze się nie obudziła.
- Dobrze, będę za kilka minut - powiedział i się rozłączył.
- Gotowe - powiedziałam, gdy znowu weszłam do gabinetu.
- Dobra dzieciaki lećcie na górę do klasy, bo się spóźnicie na lekcję.
Poszliśmy do klasy. W tym momencie zadzwonił dzwonek.
***OCZAMI ADAMA***
- Dzień dobry - powiedziałem, gdy wszedłem do gabinetu pielęgniarki.
- Dzień dobry. Pan pewnie przyszedł po Melanie, tak? - zapytała mnie starsza kobieta.
- Tak, tak - odpowiedziałem, dogadałem się z pielęgniarką i wziąłem Melanie na ręce. Zaniosłem ją do samochodu, położyłem na siedzeniu z tyłu, zapiąłem jakoś i wsiadłem za kierownicę. Po około 5 minutach byłem w pod szpitalem. Wziąłem Mel na ręce (znowu) i zaniosłem do środka. Zagadałem do najbliższej pielęgniarki. Wytłumaczyłem jej co i jak, a ona wraz z jakimś lekarzem zabrali moją ukochaną do jakiejś sali na badania. Nie wiedziałem co mam robić więc usiadłem na krześle w poczekalni. Dopiero po jakichś 10 minutach ogarnąłem się, że w tym szpitalu leży James. Poszedłem go odwiedzić. Wszedłem do jego sali. Leżał i patrzył w sufit.
- Hej stary - powiedziałem.
- O, hej. Co tu robisz?
- Bo przywiozłem tutaj Melanie i pomyślałem, że cię odwiedzę.
- Melanie? A co jej się stało? - zapytał.
- Zemdlała i tak dalej...- zacząłem mu to tłumaczyć. Posiedziałem z nim jeszcze chwilkę i poszedłem sprawdzić co u Mel.
- Hej piękna - powiedziałem, gdy wszedłem do sali w której się znajdowała.
- Hej... Co ja tu robię? - spytała. Wyglądała tak ślicznie. Taka zaciekawiona i zagubiona jednocześnie.
- Bo zemdlałaś i zadzwonili do mnie ze szkoły, żebym cię tu przywiózł - powiedziałem i usiadłem obok jej łóżka.
- A kiedy będę mogła wrócić do domu? - zapytała.
- Nie wiem. Zapytam się lekarza.
Poszedłem i zapytałem lekarza. Odpowiedział, że już nawet teraz może wyjść.
- Zbieraj się - powiedziałem wchodząc do sali mojej dziewczyny. Zrobiła to o co ją poprosiłem.
- Skoro tu jesteśmy, to może pójdziemy do Jamesa?
- Ja już byłem, ale spoko - odpowiedziałem. Poszliśmy do sali chłopaka. Mel pogadała z nim chwilkę i poszliśmy do samochodu. Odwiozłem ją do domu, bo nie chciała iść do szkoły. Zostałem z nią jakiś czas i poszedłem do siebie. Nudziło mi się więc zadzwoniłem do Melanie i umówiłem się z nią na jakiś spacerek. Wziąłem ze sobą deskorolkę.
- Cześć - przywitała się gdy mnie zobaczyła.
- No cześć - odpowiedziałem i ją pocałowałem.
- Naucz mnie jeździć na desce - powiedziała.
- No dobra... Ale może najpierw pokaże ci jak to się robi. Co? - zaproponowałem.
- Ok, no to dawaj mistrzu - zaśmiała się. Stanąłem na desce i zacząłem jechać. Obróciłem się na chwilę w stronę Melanie
- Uważaj - krzyknęła. Nie zdążyłem nic zrobić, bo upadłem. Strasznie mnie rozbolała kostka.
- Adam, nic ci nie jest? - zapytała podbiegając do mnie.
- Nie nic, tylko mnie boli kostka
- No, pięknie mistrzu, chyba skręciłeś sobie kostkę. Zaczekaj zadzwonię po karetkę.
- Nie, nie trzeba, poradzę sobie - powiedziałem i próbowałem wstać, ale za bardzo mnie bolała kostka. Melanie zadzwoniła po karetkę. Po jakichś 10 minutach przyjechali. Zabrali mnie do niej i zawieźli mnie do szpitala. Tak zrobili mi prześwietlenia.
- No, przykro nam... - oznajmił doktor.
- Coś się stało?
- Zrobiliśmy prześwietlenie i okazało się, że ma pan skręconą kostkę.
- Co? Nie, to nie możliwe - powiedziałem i próbowałem wstać, ale lekarz mi to uniemożliwił.
- Proszę tutaj siedzieć, zaraz zabierzemy pana do gabinetu zabiegowego i założymy panu szynę gipsową.
O kurde... W co ja się wkopałem. Mogłem się wtedy do niej nie odwracać... Ale oddam wsystko, żeby móc na nią patrzeć do końca życia...
***
Mamy wymarzony 12 rozdział...
Bardzo się cieszymy, że czytacie i komentujecie nasze opowiadanie.
Mamy nadzieję, że rozumiecie tak długie przerwy między jednym, a drugim rozdziałem,
ale szkoła... To mówi samo za siebie.
Następny rozdział = 5 komentarzy
Love? & Amore?
- Bo jak wiesz, między mną, a Sophie nie układa się najlepiej... Dzwonię z prośbą, żebyś jej pilnowała. Żeby nic głupiego sobie nie zrobiła - powiedział.
- Co?! Przecież ty z nią nie byłeś, nie jesteś i NIGDY nie będziesz. Rozumiesz? Czy może mam to jaśniej wytłumaczyć?!
- Zrób co ci karze rozumiesz?!
- Nie będziesz mi mówiła co mam robić! Na razie frajerze! - powiedziałam i się rozłączyłam. Wróciłam do Adama.
- Kto dzwonił? - zapytał patrząc mi prosto w oczy.
- Louis - odpowiedziałam załamana - dzwonił bo sobie ubzdurał, że jest z Sophie i chciał, żebym jej pilnowała, żeby nie zrobiła sobie nic głupiego - dodałam. Pogadaliśmy jeszcze trochę, i ja niestety musiałam już się zbierać. Oczywiście jak się tego spodziewałam, Adaś mnie odprowadził.
- Dziękuję, za to miłe popołudnie - powiedziałam, gdy już doszliśmy pod drzwi mojego domu.
- Dla ciebie wszystko skarbie - powiedział i mnie pocałował. Weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę, buty i poszłam na górę, do swojego pokoju. Zadzwoniłam do Anne.
- Halo? - usłyszałam w telefonie.
- Hej Anne, co tam u ciebie? Wiesz, że James jest w szpitalu?
- Tak wiem. Jutro do niego jadę. Idziesz ze mną? - spytała.
- Jasne. O której się widzimy, żeby iść do szkoły?
- Jutro mamy na 8:00 tak? - zapytała
- Tak - odpowiedziałam.
- To może o 7:30?
- Spoko, to pa - powiedziałam i się rozłączyłam. Była godzina około 21. Nie wiedziałam co robić więc przebrałam się i ćwiczyłam nowe ruchy do układu tanecznego.
***OCZAMI SOPHIE***
Obiecałam Adamowi, że jutro pójdę do szkoły, ale chcę iść do Jamesa. Mam pomysł. Zerwę się z dwóch ostatnich lekcji. Powiedziałam mu, że pójdę do szkoły, nie obiecywałam, że zostanę na wszystkie lekcje. Nudziło mi się, więc wzięłam książkę i zaczęłam czytać. Była tak nudna, że po niecałej stronie zasnęłam. Rano obudziłam się o 6:50. W sam raz. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i spakowałam. Po jakichś 30 minutach zeszłam na dół do kuchni i zjadłam śniadanie. Po zjedzonym posiłku wyszłam z domu. Na miejscu byłam o ok 7:40. W szkole spotkałam Melanie, Anne i Daniela.
- Hej Sophie. Co u Jamesa? - zapytał mnie Daniel.
-W porządku. Jest trochę słaby, a dziś będzie miał przedostatnią operację.
- A kiedy będzie mógł do nas wrócić?
- Tego jeszcze nie wiadomo. Może dopiero za tydzień - powiedziałam- idziecie pod salę?
- Tak jasne.
- Ja muszę wziąść coś z szafki - powiedziała Mel i poszła w jej stronę.
- Aaaaaaaaaaaa!!! - krzyknęła Melanie i upadła na podłogę. Najprawdopodobniej zemdlała.
- Melanie! - cucił ją Daniel. Nie obudziła się, więc chłopak zaniósł ją do pielęgniarki. Ja i Anne zajrzałyśmy do szafki i tam znalazłyśmy zdechłego szczura. Co za kretyn go tam wsadził?! Chyba się domyślam... To Louis lub Jennifer.
- Chodźmy do Mel - powiedziała Anne.
- Ok, chodźmy.
Poszłyśmy do niej, ale ona nadal była nie przytomna.
- Proszę Pani, a może zadzwonimy po kogoś z jej rodziny, żeby ją zabrali do szpitala - zaproponował Daniel.
- Dobrze, zaraz to zrobię - poinformowała nas pielęgniarka.
- A może ja to zrobię? - zapytałam.
- No dobrze - odpowiedziała, a ja wyszłam i wybrałam numer Adama. Jest sygnał.
- Halo?
- Hej brat, przyjedź do szkoły , bo trzeba Mel zabrać do szpitala, bo 10 minut temu zemdlała i jeszcze się nie obudziła.
- Dobrze, będę za kilka minut - powiedział i się rozłączył.
- Gotowe - powiedziałam, gdy znowu weszłam do gabinetu.
- Dobra dzieciaki lećcie na górę do klasy, bo się spóźnicie na lekcję.
Poszliśmy do klasy. W tym momencie zadzwonił dzwonek.
***OCZAMI ADAMA***
- Dzień dobry - powiedziałem, gdy wszedłem do gabinetu pielęgniarki.
- Dzień dobry. Pan pewnie przyszedł po Melanie, tak? - zapytała mnie starsza kobieta.
- Tak, tak - odpowiedziałem, dogadałem się z pielęgniarką i wziąłem Melanie na ręce. Zaniosłem ją do samochodu, położyłem na siedzeniu z tyłu, zapiąłem jakoś i wsiadłem za kierownicę. Po około 5 minutach byłem w pod szpitalem. Wziąłem Mel na ręce (znowu) i zaniosłem do środka. Zagadałem do najbliższej pielęgniarki. Wytłumaczyłem jej co i jak, a ona wraz z jakimś lekarzem zabrali moją ukochaną do jakiejś sali na badania. Nie wiedziałem co mam robić więc usiadłem na krześle w poczekalni. Dopiero po jakichś 10 minutach ogarnąłem się, że w tym szpitalu leży James. Poszedłem go odwiedzić. Wszedłem do jego sali. Leżał i patrzył w sufit.
- Hej stary - powiedziałem.
- O, hej. Co tu robisz?
- Bo przywiozłem tutaj Melanie i pomyślałem, że cię odwiedzę.
- Melanie? A co jej się stało? - zapytał.
- Zemdlała i tak dalej...- zacząłem mu to tłumaczyć. Posiedziałem z nim jeszcze chwilkę i poszedłem sprawdzić co u Mel.
- Hej piękna - powiedziałem, gdy wszedłem do sali w której się znajdowała.
- Hej... Co ja tu robię? - spytała. Wyglądała tak ślicznie. Taka zaciekawiona i zagubiona jednocześnie.
- Bo zemdlałaś i zadzwonili do mnie ze szkoły, żebym cię tu przywiózł - powiedziałem i usiadłem obok jej łóżka.
- A kiedy będę mogła wrócić do domu? - zapytała.
- Nie wiem. Zapytam się lekarza.
Poszedłem i zapytałem lekarza. Odpowiedział, że już nawet teraz może wyjść.
- Zbieraj się - powiedziałem wchodząc do sali mojej dziewczyny. Zrobiła to o co ją poprosiłem.
- Skoro tu jesteśmy, to może pójdziemy do Jamesa?
- Ja już byłem, ale spoko - odpowiedziałem. Poszliśmy do sali chłopaka. Mel pogadała z nim chwilkę i poszliśmy do samochodu. Odwiozłem ją do domu, bo nie chciała iść do szkoły. Zostałem z nią jakiś czas i poszedłem do siebie. Nudziło mi się więc zadzwoniłem do Melanie i umówiłem się z nią na jakiś spacerek. Wziąłem ze sobą deskorolkę.
- Cześć - przywitała się gdy mnie zobaczyła.
- No cześć - odpowiedziałem i ją pocałowałem.
- Naucz mnie jeździć na desce - powiedziała.
- No dobra... Ale może najpierw pokaże ci jak to się robi. Co? - zaproponowałem.
- Ok, no to dawaj mistrzu - zaśmiała się. Stanąłem na desce i zacząłem jechać. Obróciłem się na chwilę w stronę Melanie
- Uważaj - krzyknęła. Nie zdążyłem nic zrobić, bo upadłem. Strasznie mnie rozbolała kostka.
- Adam, nic ci nie jest? - zapytała podbiegając do mnie.
- Nie nic, tylko mnie boli kostka
- No, pięknie mistrzu, chyba skręciłeś sobie kostkę. Zaczekaj zadzwonię po karetkę.
- Nie, nie trzeba, poradzę sobie - powiedziałem i próbowałem wstać, ale za bardzo mnie bolała kostka. Melanie zadzwoniła po karetkę. Po jakichś 10 minutach przyjechali. Zabrali mnie do niej i zawieźli mnie do szpitala. Tak zrobili mi prześwietlenia.
- No, przykro nam... - oznajmił doktor.
- Coś się stało?
- Zrobiliśmy prześwietlenie i okazało się, że ma pan skręconą kostkę.
- Co? Nie, to nie możliwe - powiedziałem i próbowałem wstać, ale lekarz mi to uniemożliwił.
- Proszę tutaj siedzieć, zaraz zabierzemy pana do gabinetu zabiegowego i założymy panu szynę gipsową.
O kurde... W co ja się wkopałem. Mogłem się wtedy do niej nie odwracać... Ale oddam wsystko, żeby móc na nią patrzeć do końca życia...
***
Mamy wymarzony 12 rozdział...
Bardzo się cieszymy, że czytacie i komentujecie nasze opowiadanie.
Mamy nadzieję, że rozumiecie tak długie przerwy między jednym, a drugim rozdziałem,
ale szkoła... To mówi samo za siebie.
Następny rozdział = 5 komentarzy
Love? & Amore?
dalej next dalej next :D
OdpowiedzUsuńSuper <3
OdpowiedzUsuńAAAAAAAAaa czadwe <3
OdpowiedzUsuńomomomom <3 supcio ;)
OdpowiedzUsuńekstra ;) to jest cool ;) next
OdpowiedzUsuń